„Mrówczana” trasa na Szpilówkę  – Pogórze Wiśnickie #wędrujączdzieckiem

„Mrówczana” trasa na Szpilówkę – Pogórze Wiśnickie #wędrujączdzieckiem

Pogórze Wiśnickie to teren, który pomimo, iż jest najbliżej Krakowa jest jednym z najmniej znanych przeze mnie terenów górzystych w okolicy.

Postanowiłam to zmienić:)

Poznawanie tego terenu postanowiłam rozpocząć od wędrówki po częsci zielonego szlaku: Czchów- Rajbrot.

Trasa nie była długa bo w nosidełku był z nami 6,5 miesięczny Mateusz, który lubi wędrówki. Trasa nadaje się na wędrówki z dzieckiem w nosidełku ergonomicznym lub nosidełku turystycznym, nie nadaje się na spacery z wózkiem!!!

Start trasy – Tymowa Górna – tuż przy drodze z Tymowej do Iwkowej. Obok wejścia na szlak jadąc z Tymowej do Iwkowej po lewej stronie przygotowany został całkiem spory parking.

Start na wysokości – 377 m.n.p.m. – najwyższy punkt Szpilówka – 516 m.n.p.m.

Początek trasy to krótkie podejście bardzo przyjemną drogą leśną. Zieleń liści w połączeniu z brązowym i ciemnym szarym kolorem drzew robią niesamowite wrażenie. Pierwsza „górka” na trasie – to Bukowiec i znajduje się na 475 m.n.p.m.

Później aleją, gdzie po bokach co chwilę widzimy mrowiska docieramy na Szpilówkę i całkiem wysoką wieże widokową.

Widoki z wieży robią niesamowite wrażenie, chociaż pierwszy raz wychodząc na wieżę miałam poczucie leku… może to przez to, że wieża jest wysoka, a pod drugie, że jest dość przestrzennie otwarta. Sobota, to zdecydowanie nie jest dobry dzień na spacery w to miejsce, gdyż tłumy „oblężyły” wieżę i miejsce wokół niej.

Po zejściu z wieży przeszliśmy jeszcze kawałek zielonym szlakiem, mijając po drodze „mrówcze WC”.

Powrót tą samą trasą. Zdecydowanie – następnym razem trzeba będzie przejść całość – Czchów – Rajbrot.

widok z wieży na Szpilówce
Profil trasy na Szpilówkę
Szukając „bezludzia” – Pasierbiecka Góra w Beskidzie Wyspowym.

Szukając „bezludzia” – Pasierbiecka Góra w Beskidzie Wyspowym.

W obecnym czasie, czasie gdy zamknięci w czterech ścianach pokojów, czy mieszkań wariujemy, postanowiliśmy znaleźć dla siebie coś co będzie bezpieczne dla nas i dla innych… znaleźć miejsce, gdzie oprócz przyrody nie dane nam będzie spotkać „człowieka”.

Jakiś czas temu przeglądając zdjęcia znajomej natchnęłam się na jej wyprawę, później okazało się, że to miejsce o którym jej syn Wojtek pisze pracę na konkurs OKAWANGO. Wojtek w swojej pracy opisał kilka fajnych miejsc i zjawisk na górze sąsiadującej z jego domem:)

Przepiękne jeziorko osuwiskowe, oraz ścieżki góry wybraliśmy dzisiaj licząc na samotność – izolację w lesie…. i tak też się stało.

Od miejsca, gdzie zaparkowaliśmy samochód do jeziorka było bardzo blisko, ale było tak pięknie, że każdy krok nas zachwycał, tym bardziej, że pogoda też dopisywała – gdy startowaliśmy było ok 16 C

Jeziorko osuwiskowe

Szybko dotarliśmy do jeziorka… sami zobaczcie…

Ten fragment góry bardzo nam się spodobał i postanowiliśmy pospacerować dłużej, ale nie po drogach, ale po fajniejszych, choć bardziej zarośniętych ścieżkach…

Na koniec trasy dotarliśmy do ruin starego domu, z którego rozciągały się przepiękne widoki, między innymi na Mogielicę…

Zahaczyliśmy również o fragment stoku trasy narciarskiej Laskowa SKI, skąd również rozpościerały się widoki na drugą część Beskidu Wyspowego.

Na koniec przejechalismy na drugą stronę górzy by dotrzeć do źródeł leczniczej wodu ZUBER …

A nasze wycieczki możliwe są dzięki temu, że nas syn dość dobrze „podróżuje” w nosidełkach ergonomicznych – co jest dla nas zbawienne. Tym razem w nosidle Kavka

Wrzucę tu jeszcze małe info o bluzach OKEE, bez których nie wyobrażam sobie okresu karmienia – jednak na wyprawy takie, lub do jakiejkolwiek aktywności fajnie by było, by bluzy te ( i koszulki) były zrobione z dobrze odprowadzającego poliestru, a nie bawełny – bo czułam się dzisiaj w mokrej bluzie jak w dawnych czasach, gdy trenowałam siatkówke w koszulkach bawełnianych – OKEE uwielbiam Was, ale może da się zrobić po jednej bluzie dla aktywnych?

A już w sierpniu zapraszamy w Beskid Wyspowy na nasz bieg – 100 miles of Beskid Wyspowy – gdzie czekać będą na Was 4 dystanse: 10 mil, 40 mil, 60 mil i 100 mil

Słoneczny majowy dzień – Przehyba Trail 15 km

Słoneczny majowy dzień – Przehyba Trail 15 km

Po kilku dołujących deszczowych dniach nastał w końcu fajny słoneczny weekend.
 
w Sobotę pokręciliśmy trochę w Beskidzie Wyspowym – fragmenty do filmu promocyjnego 100 miles of Beskid Wyspowy, a dziś postanowiłam zrobić sobie marszo-bieg sprawdzający trasę Przehyba trail – biegi górskie w Beskidzie Sądeckim 15 km.
 
Dokładnie marszo-bieg wyszedł 50% na 50 % 😉
W górę masz w dół bieg… metoda wielu…a z rosnącym brzuchem, mimo, że jeszcze nie jest duży, robi się ciężej pod górkę.
Start wszystkich dystansów odbywa się w tym samym miejscu – leśniczówka w Gaboniu ( chociaż od zawsze było to dla mnie dziwne, dlaczego to Gaboń a nie Skrudzina – dalej tego podziału administracyjnego dalej nie rozumiem).
Do ok 2,5 km – wszystkie trasy biegną razem, po tym dystansie przed potokiem trasy 30 i 65 skręcają w pierwszą ścieżkę w prawo i lecą w fół, trasa 15 leci kawałek dalej i za potokiem skręca w ścieżkę idącą w dół by po chwili dołączyć się do zielonego szlaku.
Pogoda dzisiaj była dość parna, więc mimo jakiejś kondycji lekko podchodzić w górę wcale nie było. Podobno w tym czasie u kobiet w ciąży zadyszka może pojawiać się nawet przy wejściu po schodach, ale nigdy czegoś takiego nie miałam i teraz gdy się pojawia w podejściu pdo górę – nie jest łatwo.
Podejście do szczytu Przehyby – wcale lekkie nie jest – dlatego wszystkim nie tym ścigającym się – kije. Pomagają.
Pierwszy fragment zielonego szlaku to również fragment trasy dla 30 i 65 km… w pewnym momencie przy słonecznej polanie – szlak zielony ostro idzie w lewo w górę, i tam też biegnie trasa 15 km, a trasy 30 i 65 km odbijają na polane i biegną prostu (zdjęcie powyżej).
Po tym fragmencie niewiele już pozostaje mocnego wspinania….
Szybko ze ścieżki szlak wchodzi na drogę asfaltowa, która prowadzi prawie na szczyt Przehyby. Tuż przed  schrniskiem dla  trasy 15 km, będzie 1 punkt odżywczy z wodą, kola izo i przekąskami.
Później trasa biegnie żółtym szlakiem w kierunku Starego Sącza, gdzie 2,5 km przed metą odbiją od żółtego szlaku na szeroką leśną drogę stokową, którą w tempie Usaina Bolta można dotrzeć do mety.
Dokładna długość trasy 16,7 km – ale może będzie jedna mini zmaian
Pamiętajcie zapisy tylko do 31.05.2019 – www.przehybatrail.pl
Nízkotatranská stíhačka (NTS) nigdy więcej?  Wrócę:)

Nízkotatranská stíhačka (NTS) nigdy więcej? Wrócę:)

„Nigdy więcej” – te słowa wypowiedziałam wpadając na metę, pospałam kilka godzin, wróciłam do Krakowa… i szybko ta perspektywa się zmieniła… a może by tak spróbować za rok złamać te 18 godzin? Przecież tak naprawdę niewiele brakło, bo czymże na takiej  trasie są niecałe 3 godziny?

Nízkotatranská stíhačka (NTS) – to najcięższy z biegów jakie biegłam w swoim życiu. Do tej pory Stihacka była biegiem rozgrywanym w  parach. W tym roku po raz pierwszy start było solo…

 

W tamtym roku po kilku perypetiach upadkowych na trasie i innych przygodach nasz oficjalny czas był na tyle słaby, że przykro było patrzeć. Dzięki organizatorowi Stihacki Lubomirowi i portalowi www.runandtravel.pl dostałam możliwość startu i próby zmierzenia się solo z tą trasą, choć i tak pół dystansu przebiegłam razem z Robertem, z którym startowałam w tamtym roku.

Bieg naprawdę ciężki – na 103 km ok 5700 m przewyższenia w górę, ale to nie czyni go jeszcze tak ciężkim – warunki pogodowe jakie panują na trasie to istna mieszanka prawie wszystkiego – poczynając od parnej pogody po bardzo mocne wiatry ( jak huragany), zawijające gęstą mgłę, aby w końcu gdzieś tam popadało, gdzieś tam wyszło słonko.

Reguły biegu są tez inny niż w innych biegach. Limit osób startujących 150, w połowie trasy następuje eliminacja do 100 osób ( równy podział procentowy dla kobiet i mężczyzn). Patrząc na listę startową, gdzie widziałam kilka mocnych  dziewczyn z pierwszych miejsc ich ligi stwierdziłam, że przy moim przygotowaniu w tym roku raczej nie mam szans przejść dalej. Na 14 dziewczyn 10 przechodziło.. z takim założeniem wystartowałam – układając plan, że jakby była ładna pogoda to wejdę jeszcze tylko na Chopok turystycznie.

Start biegu 5:30 – najmocniejsi ruszyli jak torpedy… Ja spokojnym tempem wspinałam się na Kralovą górę. I tu pierwszy wpierdziel na 6 km ponad 1000 metrów przewyższenia… A na Kralovej wietrzysko z lekkim deszczem-  nie zapowiadało się to miło. Szybki łyk herbaty i mała przekąska i lecimy dalej po czerwonym szlaku (cała trasa oprócz fragmenty przy Durkovej chacie prowadziła czerwonym szlakiem Niżnych Tatr).

Na ok 28 km punkt odżywczy a chwile przed nim Priehyba – oczywiście trzeba się było zatrzymać… w końcu po koleżeńsku z Przehyba Trail, który organizujemy.

Ostry zbieg do przełęczy – to takie zamknięcie 1/4 biegu.  Kolejny etap zaczyna się od ponad kilometrowego ostrego podejścia w gore. Tam ostrożnie biegłam i szłam, gdyż rok wcześniej to właśnie tam miałam akcje upadkowe.

W tej części trasy pogoda była nawet w miarę łaskawa, dopiero  zbliżając się do połówki trasy zaczęło dość mocno padać… i to przesądziło o tym, że miałam zostać…

 

Zbiegłam na 49 km z postanowieniem, że nawet jeśli się zmieściłam w tych 10 kobitach to i tak zostanę bo  jestem już zmęczona, leje, bolą mnie nogi… i w ogóle … włączyło się lenistwo.

Na punkcie zastałam Roberta i dwóch naszych polskich kolegów, którzy na początku wystartowali dość mocno. Obaj panowie postanowili zostać… było mi lżej podjąc decyzję, ale tak na wszelki wypadek zapytałam Belo (organizator Vychodniarskiej stovki) – Bela: Tak, czy NIE? (nie wiedząc o co chodzi) – Belo odpowiedział :TAK…. więc trzeba było lecieć.

Doświadczenie ze skarpetami wodoodpornym  – nakazało mi nie czekać tylko założyć je od razu przed rozpoczęciem II połówki. Teraz rozpoczynała się przygoda z górkami jak Dumbier i Chopok. Dość mocny deszcz, który rozpoczął się przed chatą pod Dumbierem nie tylko był nieprzyjemny, ale niebezpieczny. Szlak bowiem prowadzi po dość dużych płatach skalnych pokrytych mchem, co na taką pogodę jest gwarancja poślizgnięcia się i upadku, i trzeba się bardzo starać by tego nie zrobić. Udało mi się wywalić tylko raz – więc to niezły sukces.

Dumbier cały we mgle, z bardzo mocnym wiatrem – warunki mega nieprzyjemne… 🙁

Z Dumbiera szybko dotarliśmy na Chopok  – od połowy biegu biegłam razem z Robertem, więc mielismy powtórkę z zeszłorocznej rozrywki w tym terenie. Gdy wchodziliśmy do chaty na szczycie Chopoka było widać tylko mgłę i mgłę… gdy wyszliśmy Chopok pokazał nam w końcu inne swoje oblicze…

Do Durkovej chaty, gdzie w tamtym roku przez mgłę nie mogliśmy trafić widoki były przepiękne w tym niesamowity zachód słońca – z każdej strony góry w pomarańczowych odcieniach …

I tu coraz bliżej do góry – znienawidzonej góry – VELKA CHOCHULA – zapamiętajcie by tam nigdy nie iść – po pierwsze; nie wieje, a pizga na maxa – zawsze… po drugie; trasa jest dobijająca z nasypanymi luźnymi kamieniami, po trzecie; ta góra nigdy się nie kończy… zdecydowanie ma prawo ta góra – na tytuł ” najgorsza góra Nizkotatranskiej Stihacki”!!!

Podejście dało mocno popalić – padliśmy z sił oboje, żadne specyfiki bomby energetyczne itp nie działały… koniec- prąd odpłynął… jedyne wyjście to małymi spokojnymi krokami wejść na szczyt i próbować lekko zbiegać (luźne kamienie na zbiegu to masakra dla zmaltretowanych już po ponad 90 km nóg). Ostatni punkt odżywczy- herbata, herbata, herbata… tylko to mój organizm jest w stanie  wciągnąć ( ani jedzenia ani wody – nie ma mowy). Wydawałoby się, że ostatnia górka Kozi Chrbat to pikuś – ale tu przewyższenia tez jest nieźle – to tak na osłodę, że wkrótce koniec – coby pamiętać dłużej… 😉

Upragniony zbieg do mety, światła Donovałów… i jest…

NIDGY WIĘCEJ…. MASAKRA… 20 godzin 48 minut…. ( a plany były  na dużo lepszy czas… )

ZDECYDOWANIE NAJTRUDNIEJSZY BIEG W NASZYCH OKOLICACH oceńcie sami…

Bieg przygotowany przez wspaniałych ludzi, którzy marzli na punktach jak my, czekali godzinami by dać zupę…

Nizkotatranska Stihacka – to nie zwykły bieg – to niezwykły wpierdziel nie tylko biegowy, ale i kształtujący psychę, bo połączenie trasy z warunkami – to mieszanka wybuchowa – przetrzymasz dotrzesz do mety jesteś wielki.

Cieszę się, że podjęłam walkę by biec do końca i pomimo mojego nie najlepszego przygotowania poprawienie czasu o 3 godziny to jest dobry wyczyn.Do tego 5 miejsce wśród kobiet jest dla mnie super pozycją i ciesze się bardzo.

Odpoczęłam, napisałam… i wiem, że za rok WRÓCĘ powalczyć ze swoim czasem – czytaj powalczyć ze sobą.

 

 

 

 

NORAFTRAIL- rekonesans nowej trasy Noraftrail 40

NORAFTRAIL- rekonesans nowej trasy Noraftrail 40

Pierwszy weekend stycznia  – temperatura +6/+8C… idealna pora by ruszyć na trasę nowego biegu Noraftrail 40.

Bieg startuje po raz pierwszy w ramach jesiennej edycji NORAFTRAIL BIEGI GÓRSKIE W BESKIDZIE WYSPOWYM, ktore to odbędą się 22.09.2018 w okolicach Mogielicy (baza zawodów Zalesie – Wypożyczalnia Sprzętu Sportowego).

Wiedząc, że 40 km to jednak kawałek jest postanowiłam wcześniej podjechać na dalszą część trasy i zostawić sobie wodę bym nie musiała dźwigać wszystkiego w plecaku (a, że 06.01 – to Święto Trzech Króli i jedyny sklep na trasie biegowej był zamknięty, trzeba było pozostały prowiant zabrać ze sobą i pozostawić wody pochowane w swoich „skrytkach”)

(Foto – widok  na Łopień tuż po wschodzie słońca)

Wystartowałam z po godzinie 9 rano. Cel: przygotowanie trucka z mapą i profilem by umieścić na stronie Noraftrail jeszcze przed startem zapisów (10.01.2018).

Pierwsze ok półtorej kilometra biegniemy lasem dość szeroką ścieżką (jest ich kilka obok, więc w czasie zawodów wybierzemy najmniej „błotną i rozjechaną”), po czym wybiegamy na asfalt i po ok 20 metrach skręcamy na prawo w drogę asfaltową ( tu asfaltu mamy z jakieś 300 metrów) i po  wbijamy się w ścieżkę leśną biegnąc na górę Dzielec.

(Foto- tuż przed skrętem na prawo na Dzielec czasem można dojrzeć Tatry)

 

Z tej części trasy rozciągają się przepiękne widoki na Słopnice i okoliczne górki.

Leśnymi ścieżkami biegniemy do ujęcia wody w Słopnicach na Dzielcu stamtąd do Słopnic do Osiedla Podmogielicą.

Dalej ok kilometra biegniemy asfaltem mijając mały drewniany kościół po lewej stronie.Skręcamy w prawo na most i zaraz za nim  kierujemy się w górę najbardziej lewą ścieżką ( nie odbijamy w kierunku szkoły).

W pewnym momencie dołączamy się do żółtego szlaku łączącego Mogielicę z Łopieniem. W tym momencie skręcamy na prawo i szeroką drogą zamieniającą się po krótkiej chwili w asfalt dobiegamy do głównej drogi asfaltowej biegnącej na Przełęcz Rydza-  Śmigłego.W tym miejscu czyli ok 13 km będzie znajdował się punkt pierwszy odżywczy.

Skręcamy w kierunku Słopnic – czyli na prawo. Biegniemy kilkadziesiąt metrów i przez drewniany most pniemy się po raz pierwszy na Łopień. Fragment wąwozu, którym wspinamy się do stokówki na Łopieniu jest dość konkretny. Jest to pierwsza wyrypa łopieniowa, ale spokojnie – jeszcze nie najgorsza…;)

Po ok 1 km  – może ciut mniej docieramy do szerokiej stokówki (autostrada leśna;)). Tu ja zrobiłam sobie małą przerwę na jedzonko… w takich warunkach to niezła frajda.

Dalej w dół stokówką… było nieźle ślisko i tu po raz pierwszy cieszyłam się z tego, że wzięłam buty z kolcami, dzięki którym mogłam spokojnie i bez strachu lecieć w dół nie bojąc się poślizgu.

Stokówka łączy się znowu z tą sama drogą od której odbiliśmy… i tu na jesiennych biegaczy będzie czekała pierwsza kontrola łopieniowa… 😉

Ze stokówki skręcamy na drogę w lewo i podążamy dalej żółtym szlakiem aż do wiaty pod Łopieniem od strony Tymbarku.

Biegnąc źółtym szlakiem mamy widok na Tymbark i góry Paproć oraz Zęzów.

Dobiegamy do wiaty – gdzie jest połączenie szlaków. Fragment biegniemy czarnym szlakiem w kierunku szczytu Łopienia.

W pewnym momencie przy II ujęciu wody pitnej szlak odbija na prawo a my ostrą, chyba najostrzejszą wyrypą zwaną „wyrypa Jarka” wspinamy się na jeden ze szczytów Łopienia. Ostre 500 metrów daje popalić łydkom konkretnie – ale frajda jest …szczególnie gdy się zjeżdża w dół bo błoto jest mega…gdy już wyrypa się zakończy docieramy do „chatki”, gdzie może kogoś spotkacie z obsługi biegu..

.

Na tym  fragmencie będzie jedna tajna kontrola – całkiem śmieszna  – ale o niej dowiecie się tuz przed startem 😉

Od chatki kawałek lecimy góra Łopienia i skręcamy w prawo drogą rowerową, która dołącza się do czarnego szlaku, z którego tuż przed wyrypą zeszliśmy. Czarnym szlakiem pniemy się w góre – to ostatnie już 3 podejście pod szczyt Łopienia – tym razem wylądujemy obok krzyża.

Mi się udało – Łopień wyglądał przepięknie… zamiast biec czy iść chciałam tylko pstrykać foty.

 

Łopień w  swej krasie…. nic tylko się delektować…

 

Z Łopienia zbiegamy zielonym szlakiem i jego trzymamy się aż do parkingu na Wyrębiskach.

Na Przełęczy Rydza – Śmigłego po raz kolejny ładuję schowaną wcześniej wodę i zaczyna się ponad 3 km wspinaczka na szczyt Mogielicy…

A widoczki coraz piękniejsze – słońce zaczyna grać z chmurami tworząc niesamowite obrazy.

 

Trochę w nogach już było – i czułam lekkie zmęczenie – ale o dziwo jakoś szybko udało się wejść na Mogielicę. Wcześniejs potykając koleżanke – biegaczkę Natalię. We dwójkę raźniej i przyjemniej:)

A gra kolorów pod Mogielica coraz intensywniejsza…

 

 

 

Jeszcze tylko kawałeczek i mamy wieżę widokową. Trasa biegu wprawdzie tam nie prowadzi, ale ja nie moglam się oprzeć. Truck pause… i do góry na wieżę… a tam bajka…

Po zejściu z wieży szybki zbieg zielonym szlakiem do parkingu i tam leśnymi ściażkami i ok 200 metrów asfaltem podążamy w kierunku mety biegu.

Przy wejściu z asfaltu w las o zachodzie słońca …

 

Cała trasa to ok 40 km – przewyższenia w górę 1728 m.

 

 

NORAFTRAIL   – BIEGI GÓRSKIE W BESKIDZIE WYSPOWYM www.noraftrail.pl

NORAFSPORT- SKLEP DLA BIEGACZY www.norafsport.pl

Małopolska Biega-  biegi w Małopolsce www.malopolskabiega.pl

 

 

 

 

 

 

Nizkotatranska stichacka 2017 – nauka pokory….

Nizkotatranska stichacka 2017 – nauka pokory….

Tego biegu nie planowałam wcześniej – nawet nie słyszałam o tym biegu wcześniej.

Dzięki temu, iż otrzymaliśmy pakiety startowe od Run and Trawel  mogliśmy z Robertem wziąć udział w czymś wyjątkowym – w czymś co było całkowicie inne niż wszystkie dotychczasowe biegi w jakich brałam udział – a trochę tego jednak było. A wyjątkowość tego polegała przede wszystkim na tym, że mogliśmy przebiec praktycznie całą granią  Tatr Zachodnich w warunkach od słonecznej gorącej pogody po silny wiatr , mgłę i temperaturę  ciut powyżej 0C- ale od początku…

 

 

20134394_885385494934001_757179384_n

DOJAZD:

Trochę nie mogliśmy zrozumieć  jak ma wyglądac dojazd z mety na start lub na odwrót więc postanowiliśmy wziąć dwa samochody. Mój zostowł w Donowaly  – a Roberta samochodem pojechaliśmy do Telegartu, gdzie było biuo zawodów i start z rana w sobotę.

ODPRAWA

Jako organizator sama niestety zwykle zlewałam odprawy przed biegiem(przecież i tak już wszystko wiem) i dobre przygotowanie obowiązkowego wyposażenia (przygotowane zawsze miałam, ale nie zawsze tak jak to powinno być) – dla mnie zawsze ważny był telefon numer startowy o folia nrc. Ale gdy poszliśmy na odprawę przed NTS 2017 postanowiłam skupić się bardzo by coś z języka naszych najbliższych sąsiadów zrozumieć.

20170714_210645

Wyposażenie obowiązkowe tak zlewane przez biegaczy … w Tatrach Niskich nie można sobie pozwolić na brak jakiejkolwiek z pozycji na liście. Po pierwsze kurtka z kapturem – ok – jest dla mnie niezbyt jasne posiadanie kurtki z kapturem w naszych Beskidach, ale gdy mamy do czynienia z Tatrami i wysokością ok 2000 mnpm to już inna bajka.

I uwierzcie  – kurtka nawet nie biegowa a trekkingowa była dla mnie zbawieniem, gdy na Chopoku wicher pizgał niemiłosiernie. Cieszyłam się, że nie ma przestrzeni pomiędzy kurtką a czymś co mam na głowie – czapka, opaska czy bandnka – nieważne – kaptur dawał dodatkowa ochronę.

Apteczka – oprócz obowiązkowego bandaża elastycznego i zwykłego i gazy oraz opatrunków należało mieć coś na odkażanie. Czytając regulamin pomyślałam, że świrują – wymagania z kosmosu… dopóki nie rozwaliłam na ok 35 km palca i nie straciłam sporo krwi, a „medyk Robert” dzięki temu, iż w apteczce było wszystko niezbędne doskonale odkaził ranę i zatamował krwawienie z palca.

20179561_885384158267468_926862976_n

 

Gwizdek – nie był użyłam – ale myślę, że w tych warunkach  (II połowa trasy) – czyli bardzo silny wiatr (=szum) + gęsta mgła … gwizdek mógłby być użyty np do odnalezienie partnera – tak gęsta mgła była i silny wiatr …

 

Ale ok – trasa biegu przepiękna. Wystartowaliśmy spokojnie. Mocne przeziębienie, zatkane ucho i nie dokońca zregenerowane mięśnie po ostatnich etapach z Michaelem na Run Wisła – spowodowały, że postanowiliśmy obrac taktyke: lecę na spokojnie i równo – cieszymy się trasą i podziwiamy przyrodę.

IMG_6540

 

Trasa ciężka bo ponad 5 tys przewyższenia w górę. Ale dzięki temu, iż tempo mieliśmy spokojnie- nie było totalnego wycieńczenia …przynajmniej na początku. Na początku biegu mieliśmy również fajne warunki. Trochę słońca, trochę wiatru, trochę deszczu (ale takiego lekkiego na orzeźwienie).

Na Karlovą Górę dostaliśmy się w miarę szybko – tam był pierwszy punkt odżywczy. Szybkie picie, mała przegryzka i dalej w drogę –  chwilową samą granią…

 

20170715_061317-PANO

 

20170715_171125

Szło nam w miarę ok do momentu, gdy nie zaczęła się przygoda z tym palcem. Mały upadek a tyle krwi… generalnie palec nie bolał, ale bolało samo pulsowanie krwi. I przez to musiałam iść z jednym kijkiem i palcem trzymanym na wysokości biodra, gdyż jak dawałam niżej krew zaczynała znowu mocno pulsować i trochę bolało.

Kolejne punkty zaliczaliśmy w miarę równo i spokojnie… pogoda raz słońce, raz deszcz… cały czas wiatr….

 

20136566_885384298267454_969195652_n

 

 

Na przepaku trochę czasu zajęło nam ogarnięcie się – ale opatrunek na palcu był zmieniony, zupka zjedzona, woda uzupełniona… kilka par zostało na tym punkcie…

Z przepaku było dość mocne podejście w rozpoczynające się wysokie NISKIE TATRY.

A tam rozpoczęła się wielka przygoda… coraz chłodniej – coraz częściej pojawiała się gęsta mgła…

20134547_885384484934102_1140175836_n 20134427_885384658267418_450235754_n

 

Tuż przed Chopokiem dotarliśmy do jednego z końcowych punktów  – oj było tam ciężko. Po pierwsze dlatego, że ostatnie fragmenty były po ścieżkach skalnych – niektóre z dośćnśliskim mchem i do tego ten mega silny wiatr… on był najgorszy.

0015697-kopie

0015699-kopie

 

Na szczęście w schronisku można było kupić całkiem fajne jedzonko, dzięki któremu ożyłam….

20170715_191903

 

Po Chopoku- zaczęły się niezłe jazdy…. coraz częściej w tej mgle patrzyliśmy na trucka w zegarku …

I wiedząc, że podążamy do kolejnego punktu w tej mgle skupialiśmy się by lecieć spokojniej, ale patrzeć na szlak.

Gdy zaczęły się znakowania organizatora – zakaz biegu jedną ścieżką, która podobno miała być zamknięta – polecieliśmy do rozwidlenia za taśmami – a tam na słupie taśma… która nie mówiła za wiele gdzie iść. W takich wypadkach patrzyliśmy na trucka, i tym razem tez tak zrobiliśmy… ale niestety zgodnie z tym co potem mówił organizator mieliśmy tam skręcić na punkt… przed nami błyskały światełka… więc poszliśmy za nimi – a to okazało, się, że to biegacze, którzy wyszli z oddalonego kawałek od szlaku punktu… gdy ich dogoniliśmy okazało się, że mineliśmy punkt ( a dogoniliśmy ich po ok 4-5 km od momentu gdy pierwszy raz ich światełka zobaczyliśmy) – wiedziałam, ze na ok 85 km nie damy rade w tych warunkach zrobić dodatkowych ok 10 km by się cofnąc odbić i wrócić… zadzwoniliśmy wtedy do organizatora by powiedzieć co i jak… i by nas nie szukali…. niemniej jednak 3 godziny kary dostaliśmy co uważam, że nie było słuszne zważając na warunki i na to, że postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami orgów – czyli trzymaniem się trucka…. który zresztą później zwariował całkowicie nie łapiąc gps.

Na ostatnim punkcie – szyba wymiana bandaża na palcu i ostatnie wydawało by się podejście…ależ jakie to było podejście. Wisienką na torcie była „mini” górka na profilu „mini” okazała się  podobnym podejsciem jak czarny szlak na Luboń Wielki z Glisnego… totalny wpierdol na koniec.

Ale co my nie damy rady? Pewne, ze daliśmy – może nie w zakładanym przez nas czasie – ale po 21;44 godzinach dotarliśmy na mete, gdzie czekał na nas pyszny ciepły posiłek i obowiązkowo tym razem już alkoholowe piwko…

 

Wnioski:

  1. słuchać organizatorów, brać wszystko ze sobą a nawet więcej…
  2. Używać mapy – nie być w 100% uzależnionym od trucka – który jak widać pewnie zgłupiał we mgle…
  3. Niskie Tatry -to jednak wysokie góry – trzeba być ostrożnym…..

POSTANOWIENIE – W ROKU 2018 ZAPIERDALAM TAM SZYBCIEJ

 

Odzież: koszulka, bluza, spodenki, opaska, bandanka: THONI MARA  – dostępna również w NORAFSPORT-SKLEP DLA BIEGACZY