NORAFTRAIL- rekonesans nowej trasy Noraftrail 40

Pierwszy weekend stycznia  – temperatura +6/+8C… idealna pora by ruszyć na trasę nowego biegu Noraftrail 40.

Bieg startuje po raz pierwszy w ramach jesiennej edycji NORAFTRAIL BIEGI GÓRSKIE W BESKIDZIE WYSPOWYM, ktore to odbędą się 22.09.2018 w okolicach Mogielicy (baza zawodów Zalesie – Wypożyczalnia Sprzętu Sportowego).

Wiedząc, że 40 km to jednak kawałek jest postanowiłam wcześniej podjechać na dalszą część trasy i zostawić sobie wodę bym nie musiała dźwigać wszystkiego w plecaku (a, że 06.01 – to Święto Trzech Króli i jedyny sklep na trasie biegowej był zamknięty, trzeba było pozostały prowiant zabrać ze sobą i pozostawić wody pochowane w swoich „skrytkach”)

(Foto – widok  na Łopień tuż po wschodzie słońca)

Wystartowałam z po godzinie 9 rano. Cel: przygotowanie trucka z mapą i profilem by umieścić na stronie Noraftrail jeszcze przed startem zapisów (10.01.2018).

Pierwsze ok półtorej kilometra biegniemy lasem dość szeroką ścieżką (jest ich kilka obok, więc w czasie zawodów wybierzemy najmniej „błotną i rozjechaną”), po czym wybiegamy na asfalt i po ok 20 metrach skręcamy na prawo w drogę asfaltową ( tu asfaltu mamy z jakieś 300 metrów) i po  wbijamy się w ścieżkę leśną biegnąc na górę Dzielec.

(Foto- tuż przed skrętem na prawo na Dzielec czasem można dojrzeć Tatry)

 

Z tej części trasy rozciągają się przepiękne widoki na Słopnice i okoliczne górki.

Leśnymi ścieżkami biegniemy do ujęcia wody w Słopnicach na Dzielcu stamtąd do Słopnic do Osiedla Podmogielicą.

Dalej ok kilometra biegniemy asfaltem mijając mały drewniany kościół po lewej stronie.Skręcamy w prawo na most i zaraz za nim  kierujemy się w górę najbardziej lewą ścieżką ( nie odbijamy w kierunku szkoły).

W pewnym momencie dołączamy się do żółtego szlaku łączącego Mogielicę z Łopieniem. W tym momencie skręcamy na prawo i szeroką drogą zamieniającą się po krótkiej chwili w asfalt dobiegamy do głównej drogi asfaltowej biegnącej na Przełęcz Rydza-  Śmigłego.W tym miejscu czyli ok 13 km będzie znajdował się punkt pierwszy odżywczy.

Skręcamy w kierunku Słopnic – czyli na prawo. Biegniemy kilkadziesiąt metrów i przez drewniany most pniemy się po raz pierwszy na Łopień. Fragment wąwozu, którym wspinamy się do stokówki na Łopieniu jest dość konkretny. Jest to pierwsza wyrypa łopieniowa, ale spokojnie – jeszcze nie najgorsza…;)

Po ok 1 km  – może ciut mniej docieramy do szerokiej stokówki (autostrada leśna;)). Tu ja zrobiłam sobie małą przerwę na jedzonko… w takich warunkach to niezła frajda.

Dalej w dół stokówką… było nieźle ślisko i tu po raz pierwszy cieszyłam się z tego, że wzięłam buty z kolcami, dzięki którym mogłam spokojnie i bez strachu lecieć w dół nie bojąc się poślizgu.

Stokówka łączy się znowu z tą sama drogą od której odbiliśmy… i tu na jesiennych biegaczy będzie czekała pierwsza kontrola łopieniowa… 😉

Ze stokówki skręcamy na drogę w lewo i podążamy dalej żółtym szlakiem aż do wiaty pod Łopieniem od strony Tymbarku.

Biegnąc źółtym szlakiem mamy widok na Tymbark i góry Paproć oraz Zęzów.

Dobiegamy do wiaty – gdzie jest połączenie szlaków. Fragment biegniemy czarnym szlakiem w kierunku szczytu Łopienia.

W pewnym momencie przy II ujęciu wody pitnej szlak odbija na prawo a my ostrą, chyba najostrzejszą wyrypą zwaną „wyrypa Jarka” wspinamy się na jeden ze szczytów Łopienia. Ostre 500 metrów daje popalić łydkom konkretnie – ale frajda jest …szczególnie gdy się zjeżdża w dół bo błoto jest mega…gdy już wyrypa się zakończy docieramy do „chatki”, gdzie może kogoś spotkacie z obsługi biegu..

.

Na tym  fragmencie będzie jedna tajna kontrola – całkiem śmieszna  – ale o niej dowiecie się tuz przed startem 😉

Od chatki kawałek lecimy góra Łopienia i skręcamy w prawo drogą rowerową, która dołącza się do czarnego szlaku, z którego tuż przed wyrypą zeszliśmy. Czarnym szlakiem pniemy się w góre – to ostatnie już 3 podejście pod szczyt Łopienia – tym razem wylądujemy obok krzyża.

Mi się udało – Łopień wyglądał przepięknie… zamiast biec czy iść chciałam tylko pstrykać foty.

 

Łopień w  swej krasie…. nic tylko się delektować…

 

Z Łopienia zbiegamy zielonym szlakiem i jego trzymamy się aż do parkingu na Wyrębiskach.

Na Przełęczy Rydza – Śmigłego po raz kolejny ładuję schowaną wcześniej wodę i zaczyna się ponad 3 km wspinaczka na szczyt Mogielicy…

A widoczki coraz piękniejsze – słońce zaczyna grać z chmurami tworząc niesamowite obrazy.

 

Trochę w nogach już było – i czułam lekkie zmęczenie – ale o dziwo jakoś szybko udało się wejść na Mogielicę. Wcześniejs potykając koleżanke – biegaczkę Natalię. We dwójkę raźniej i przyjemniej:)

A gra kolorów pod Mogielica coraz intensywniejsza…

 

 

 

Jeszcze tylko kawałeczek i mamy wieżę widokową. Trasa biegu wprawdzie tam nie prowadzi, ale ja nie moglam się oprzeć. Truck pause… i do góry na wieżę… a tam bajka…

Po zejściu z wieży szybki zbieg zielonym szlakiem do parkingu i tam leśnymi ściażkami i ok 200 metrów asfaltem podążamy w kierunku mety biegu.

Przy wejściu z asfaltu w las o zachodzie słońca …

 

Cała trasa to ok 40 km – przewyższenia w górę 1728 m.

 

 

NORAFTRAIL   – BIEGI GÓRSKIE W BESKIDZIE WYSPOWYM www.noraftrail.pl

NORAFSPORT- SKLEP DLA BIEGACZY www.norafsport.pl

Małopolska Biega-  biegi w Małopolsce www.malopolskabiega.pl

 

 

 

 

 

 

Nizkotatranska stichacka 2017 – nauka pokory….

Tego biegu nie planowałam wcześniej – nawet nie słyszałam o tym biegu wcześniej.

Dzięki temu, iż otrzymaliśmy pakiety startowe od Run and Trawel  mogliśmy z Robertem wziąć udział w czymś wyjątkowym – w czymś co było całkowicie inne niż wszystkie dotychczasowe biegi w jakich brałam udział – a trochę tego jednak było. A wyjątkowość tego polegała przede wszystkim na tym, że mogliśmy przebiec praktycznie całą granią  Tatr Zachodnich w warunkach od słonecznej gorącej pogody po silny wiatr , mgłę i temperaturę  ciut powyżej 0C- ale od początku…

 

 

20134394_885385494934001_757179384_n

DOJAZD:

Trochę nie mogliśmy zrozumieć  jak ma wyglądac dojazd z mety na start lub na odwrót więc postanowiliśmy wziąć dwa samochody. Mój zostowł w Donowaly  – a Roberta samochodem pojechaliśmy do Telegartu, gdzie było biuo zawodów i start z rana w sobotę.

ODPRAWA

Jako organizator sama niestety zwykle zlewałam odprawy przed biegiem(przecież i tak już wszystko wiem) i dobre przygotowanie obowiązkowego wyposażenia (przygotowane zawsze miałam, ale nie zawsze tak jak to powinno być) – dla mnie zawsze ważny był telefon numer startowy o folia nrc. Ale gdy poszliśmy na odprawę przed NTS 2017 postanowiłam skupić się bardzo by coś z języka naszych najbliższych sąsiadów zrozumieć.

20170714_210645

Wyposażenie obowiązkowe tak zlewane przez biegaczy … w Tatrach Niskich nie można sobie pozwolić na brak jakiejkolwiek z pozycji na liście. Po pierwsze kurtka z kapturem – ok – jest dla mnie niezbyt jasne posiadanie kurtki z kapturem w naszych Beskidach, ale gdy mamy do czynienia z Tatrami i wysokością ok 2000 mnpm to już inna bajka.

I uwierzcie  – kurtka nawet nie biegowa a trekkingowa była dla mnie zbawieniem, gdy na Chopoku wicher pizgał niemiłosiernie. Cieszyłam się, że nie ma przestrzeni pomiędzy kurtką a czymś co mam na głowie – czapka, opaska czy bandnka – nieważne – kaptur dawał dodatkowa ochronę.

Apteczka – oprócz obowiązkowego bandaża elastycznego i zwykłego i gazy oraz opatrunków należało mieć coś na odkażanie. Czytając regulamin pomyślałam, że świrują – wymagania z kosmosu… dopóki nie rozwaliłam na ok 35 km palca i nie straciłam sporo krwi, a „medyk Robert” dzięki temu, iż w apteczce było wszystko niezbędne doskonale odkaził ranę i zatamował krwawienie z palca.

20179561_885384158267468_926862976_n

 

Gwizdek – nie był użyłam – ale myślę, że w tych warunkach  (II połowa trasy) – czyli bardzo silny wiatr (=szum) + gęsta mgła … gwizdek mógłby być użyty np do odnalezienie partnera – tak gęsta mgła była i silny wiatr …

 

Ale ok – trasa biegu przepiękna. Wystartowaliśmy spokojnie. Mocne przeziębienie, zatkane ucho i nie dokońca zregenerowane mięśnie po ostatnich etapach z Michaelem na Run Wisła – spowodowały, że postanowiliśmy obrac taktyke: lecę na spokojnie i równo – cieszymy się trasą i podziwiamy przyrodę.

IMG_6540

 

Trasa ciężka bo ponad 5 tys przewyższenia w górę. Ale dzięki temu, iż tempo mieliśmy spokojnie- nie było totalnego wycieńczenia …przynajmniej na początku. Na początku biegu mieliśmy również fajne warunki. Trochę słońca, trochę wiatru, trochę deszczu (ale takiego lekkiego na orzeźwienie).

Na Karlovą Górę dostaliśmy się w miarę szybko – tam był pierwszy punkt odżywczy. Szybkie picie, mała przegryzka i dalej w drogę –  chwilową samą granią…

 

20170715_061317-PANO

 

20170715_171125

Szło nam w miarę ok do momentu, gdy nie zaczęła się przygoda z tym palcem. Mały upadek a tyle krwi… generalnie palec nie bolał, ale bolało samo pulsowanie krwi. I przez to musiałam iść z jednym kijkiem i palcem trzymanym na wysokości biodra, gdyż jak dawałam niżej krew zaczynała znowu mocno pulsować i trochę bolało.

Kolejne punkty zaliczaliśmy w miarę równo i spokojnie… pogoda raz słońce, raz deszcz… cały czas wiatr….

 

20136566_885384298267454_969195652_n

 

 

Na przepaku trochę czasu zajęło nam ogarnięcie się – ale opatrunek na palcu był zmieniony, zupka zjedzona, woda uzupełniona… kilka par zostało na tym punkcie…

Z przepaku było dość mocne podejście w rozpoczynające się wysokie NISKIE TATRY.

A tam rozpoczęła się wielka przygoda… coraz chłodniej – coraz częściej pojawiała się gęsta mgła…

20134547_885384484934102_1140175836_n 20134427_885384658267418_450235754_n

 

Tuż przed Chopokiem dotarliśmy do jednego z końcowych punktów  – oj było tam ciężko. Po pierwsze dlatego, że ostatnie fragmenty były po ścieżkach skalnych – niektóre z dośćnśliskim mchem i do tego ten mega silny wiatr… on był najgorszy.

0015697-kopie

0015699-kopie

 

Na szczęście w schronisku można było kupić całkiem fajne jedzonko, dzięki któremu ożyłam….

20170715_191903

 

Po Chopoku- zaczęły się niezłe jazdy…. coraz częściej w tej mgle patrzyliśmy na trucka w zegarku …

I wiedząc, że podążamy do kolejnego punktu w tej mgle skupialiśmy się by lecieć spokojniej, ale patrzeć na szlak.

Gdy zaczęły się znakowania organizatora – zakaz biegu jedną ścieżką, która podobno miała być zamknięta – polecieliśmy do rozwidlenia za taśmami – a tam na słupie taśma… która nie mówiła za wiele gdzie iść. W takich wypadkach patrzyliśmy na trucka, i tym razem tez tak zrobiliśmy… ale niestety zgodnie z tym co potem mówił organizator mieliśmy tam skręcić na punkt… przed nami błyskały światełka… więc poszliśmy za nimi – a to okazało, się, że to biegacze, którzy wyszli z oddalonego kawałek od szlaku punktu… gdy ich dogoniliśmy okazało się, że mineliśmy punkt ( a dogoniliśmy ich po ok 4-5 km od momentu gdy pierwszy raz ich światełka zobaczyliśmy) – wiedziałam, ze na ok 85 km nie damy rade w tych warunkach zrobić dodatkowych ok 10 km by się cofnąc odbić i wrócić… zadzwoniliśmy wtedy do organizatora by powiedzieć co i jak… i by nas nie szukali…. niemniej jednak 3 godziny kary dostaliśmy co uważam, że nie było słuszne zważając na warunki i na to, że postępowaliśmy zgodnie z zaleceniami orgów – czyli trzymaniem się trucka…. który zresztą później zwariował całkowicie nie łapiąc gps.

Na ostatnim punkcie – szyba wymiana bandaża na palcu i ostatnie wydawało by się podejście…ależ jakie to było podejście. Wisienką na torcie była „mini” górka na profilu „mini” okazała się  podobnym podejsciem jak czarny szlak na Luboń Wielki z Glisnego… totalny wpierdol na koniec.

Ale co my nie damy rady? Pewne, ze daliśmy – może nie w zakładanym przez nas czasie – ale po 21;44 godzinach dotarliśmy na mete, gdzie czekał na nas pyszny ciepły posiłek i obowiązkowo tym razem już alkoholowe piwko…

 

Wnioski:

  1. słuchać organizatorów, brać wszystko ze sobą a nawet więcej…
  2. Używać mapy – nie być w 100% uzależnionym od trucka – który jak widać pewnie zgłupiał we mgle…
  3. Niskie Tatry -to jednak wysokie góry – trzeba być ostrożnym…..

POSTANOWIENIE – W ROKU 2018 ZAPIERDALAM TAM SZYBCIEJ

 

Odzież: koszulka, bluza, spodenki, opaska, bandanka: THONI MARA  – dostępna również w NORAFSPORT-SKLEP DLA BIEGACZY

Dalmacija Ultra Trail – nie ma że boli… walka trwa…

Po nieudanym starcie nad Balatonem musiałam znaleźć dla siebie coś fajnego – coś co zrekompensuje UltraBalaton.

I tak pojawiła się Dalmacija Ultra Trail. Pojawiła się nie przypadkiem – bo podczas biegu 100miles of Istria, gdzie nie biegłam, a byłam  kibicem chłopaków.

165 km po górach – ja nie dam rady? Z takim właśnie podejściem postanowiłam zapisać się na najdłuższy z dystansów.

roadbook-165km

 

Trasa biegu miała mieć  prawie 6000 metrów przewyższenia w górę, co oznaczało, że będzie łatwiej niż na 3 dniowym treningu na trasie Ultra Trail Małopolska… tak myślałam…

14 godzinna podróż do przepięknego miasteczka Omis, w którym mieliśmy start i metę była trochę męcząca, ale po krótkiej przerwie i rozpakowaniu rzeczy zebraliśmy siły i ruszyliśmy do biura zawodów odebrać pakiety.

img_5775

A w pakiecie oprócz koszulki Regatta  – plecak i bandanka z trasą. Do tego jakieś próbki czegoś dziwnego – snacki jakby brokuł wysuszonych – w sumie całkiem to dobre – ale nie do określenia co to właściwie jest:)

Podczas odbierania pakietu każdy z zawodników musiał pokazać obowiązkowe wyposażenie – głownie chodziło o czołówkę i zapasowe baterie oraz o „mini apteczkę”.

Jarając si e swoją wypasioną czołówką Petzl Nao – stwierdziłam, że komplet baterii i naładowany power bank – w zupełności wystarczą…ale o tym później.

14797465_736097656529453_669276447_n

Wieczór to leniwe łażenie po miasteczku i „nawadnianie” najlepszym z izotoników – wino+ piwo = petarda na biegu.

img_5858

Start naszego dystansu odbył sie o 13 w piatek – w sobotę startowała jeszcze Ewelina z Sebastianem na trasie 60 km – dla Eweliny był to debiut na trasie ultra – więc mega gratulacje:)

14801203_1150741035018119_1260926294_n

 

Miejsce startu to przepiękna stara części miejscowości Omis. Atmosfera niepowtarzalna… i trochę znajomych biegaczy z Polski na naszym starcie – miło :):):)

14805585_736098313196054_161177746_n14799022_736098266529392_1447252783_n

Start bardzo spokojny. To miał być mój najdłuższy dystans, jaki do tej pory przebiegłam w dodatku po terenie, po jakim jeszcze nie biegłam – cel: spokój Cie uratuje.

Na początku trasy przywitała nas mżawka, która po jakimś czasie zmieniła się w lekki deszcz, który przy temperaturze +20C był jak zbawienie.

Piękna chorwacka przyroda: z lewej strony morze – z prawej góry… a pod nogami coraz więcej skał – skałek – fragmentów skał…

14804709_736098226529396_2126873227_n 14804820_736098203196065_733555304_n 14793825_736098189862733_1337994721_n

Biegliśmy razem z Piotrkiem. Pierwsze kilometry ja biegłam bardzo wolno – nie lubię początków i wiem, że jak to źle rozegram mety nie zobaczę.    Więc powoli się rozkręcałam…na 41 km jak przystało na prawdziwych biegaczy ultra zapodaliśmy w schronisku zimne piwko – co dla tamtejszej ekipy chyba było lekkim zdziwieniem.

Mocne ostre podejście pod górę – i asfaltowy zbieg…do mocnego zbiegu z ostrymi kamieniami. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że będę mówić, że marzyłam o tym by był asfalt – tak wtedy marzyłam o asfalcie. I na wielu odcinkach DUT te marzenia wracały. Błagałam o asfalt – zwłaszcza w drugiej części biegu.

Trochę rosy w nocy – i zaczyna się… stopy. Od ok 60 km pomimo regularnego smarowania kremem, i „impregnacji” stopy – coś się zaczyna dziać – i najgorsze to to, że „to coś” cholernie bolało. I bolało z każdym kilometrem bardziej.

Piątkowy wieczór – to niesamowite przeżycia na trasie – gdzie kibicujące dzieciaki i rodzinki przygotowały dla biegaczy punkty z wodą, izotonikami i mandarynkami – to było coś pięknego.:)

Od punktu Klis do punktu Stino – było zaledwie 16 km – ale to jedne z najcięższych 16 km na tej trasie. Ciężki technicznie podbieg i jeszcze cięższy zbieg – a raczej zejście wraz ze zjazdem. Niemniej jednak pięknie – choć nic nie widać. Ze Stino mkniemy do Gaty – zaczynają się akcje z czołówką. Zachwycona tym pięknym światłem Petzla – nie pomyślałam  o tym, że to najmocniejsze światło – nie jest tym co najdłużej wytrzymuje – baba…

Ale przecież ja mam baterie… i power banka… zajebiście – tylko baerie wysiadły po niecałych 2 godzinach – a power bank zaczął powoli ładować – czyli na zbiegu z Stino do Gaty leciałam na oparach baterii – a z Gaty…. z latarką, która na szczęście wziął dodatkowo Piotr. W Gatcie był przepak – więc szybko przebrałam skarpety i buty – bo jz czułam, że odparzone podbicia będą wielkim kłopotem. I chyba błędem było, że nie zostawiłam jednak swoich merrelli – tylko przebrałam na starsze buty (ciut mniejsze a przy spuchniętej nodze-  trochę jednak mogłyby być większe).

Latarka w ręce jednej – kijki  w drugiej – nogi bol – a wiem (ak się udało),że wtedy byłam druga z kobiet… na krótko jednak.

Ból stóp doskwierał również Piotrowi – więc dwie kaleki wspierały się dzielnie.

Na początku chciałam walczyć o to 2 miejsce – ale wiedziałam, że to ciężka sprawa… gdy 4 zawodniczka jednak przybliżała się znowu do mnie – stwierdziłam – że choćbym kwiczała z bólu – nie dam się! A kwiczałam… całe 100 km.

Poranek sobotni -to był dla nas jakiś 110 km. Coraz więcej skał pod stopami – a może my już to tylko czuliśmy.

Piękny wschód słońca – bezchmurne niebo…. piękne widoki… cudownie – tylko do cholery czemu te nasze stopy tak bolą. Do bólu stóp doszedł ból brzucha – i generalnie przełożyło się to na braki kaloryczne ( na szczęście mam sporo zapasów po bokach 😉 ). Woda i cola-  to jedyne co mogłam pić tam gdzie nie było herbaty. Ale wtedy zaryzykowałam i kupiliśmy litrowy jogurt naturalny – i to było to… zbawienie. Ożyłam – przyspieszyliśmy i była walka – walka do końca. Walka o 3 miejsce wśród kobiet.

4 kobieta siedziała mi na ogonie – niby godzina różnicy – ale ona się zmniejszała – i wtedy postanowiłam, że dam czadu i mimo, że ból jest wielki – nie dam się…

Jednak wielkie zdziwienie było – gdy ta 4 kobitka na dystansie 11 km, gdzie biegliśmy za trasą nie zbaczając z niej  (początek dość łatwy-  ale druga część niebezpieczna i ciężka) nadrobiła o dziwo do nas 50 min  – co przy czasach jej z innych punktów można mieć DUŻE WĄTPLIWOŚCI – czy biegła trasa czy drogą szybkiego ruchu  – stąd ta szybkość. Generalnie to przyspieszenie jej  – było ni z gruchy ni z pietruchy. My włączyliśmy turbo doładowanie w bardzo mocnym i już bez światła podejściu na zamek – co prawie skończyło się moim turbo zejściem  świadomości i ciała tuż przed zamkiem. Taki szybki pęd/ chód w górę niestety doprowadził do szybkiego wzrostu ciśnienia a przy zmęczonym ciele… było generalnie kipesko – zawroty głowy – przyduszenie. Do tego wymioty… czytaj tragicznie.

Prawdziwa walka zaczęła się na 160 km. I była walka ciała ze świadomością. Ale nie dałam się.

Weszłam na zamek i powoli – by się nie zabić – a można było – zbiegłam do mety – gdzie czekała Ewelina, Sebastian i Jace z aparatem:)

Po drodze do mety pękł duży pęcherz na stopie co dodało bólu… ale przecież to już meta…

I udało się:)

img_5981img_5986

Pudło dla kilku naszych zawodników – GRATULACJE: Pigmej, Ania, Łukasz, Emilia:)

img_6021 14808128_1150751301683759_1984964018_o 14795647_1150751295017093_771961674_o 14796090_1150751305017092_639779207_o

 

Wnioski na przyszłość przy biegu gdzie jest  jakakolwiek szansa na bieg drugą noc:

  1. czołówka + 2 zapasy baterii + power bank
  2. czołówka zamienna na przepak + 2 zapasy baterii
  3. termos z herbata miętową na przepak – mały termos 0,5 l do plecaka
  4. zrobić coś ze stopami – ale  jeszcze nie wiem co…
  5. próbować jeść – nawet jak się nie chce…

Generalnie Dalmacija Ultra Trail 2017 – czeka. Trzeba będzie poprawić czas.

Wiedząc jak wygląda trasa i podłoże, można będzie się bardziej przygotować do biegu.

 

Odzież i akcesoria biegowe ze sklepu NORAFSPORT

Koszulka i spodenki firmy – THONI MARA – doskonale sprawdziły sie podczas biegu nie ocierając i nie przeszkadzając w biegu

#bieganie #biegi #biegigórskie #dalmacijaultratrail

Foto: Jacek Deneka/ Ewelina Kurzeja

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I edycja biegów z serii Dalmacija Ultra Trail odbyła się w ostatni weekend 21-23.10.2016.