Oleszycki taniec na lodzie – IV Półmaraton Oleszyce

Jak co roku postanowiliśmy z Wojtkiem zawitać do Oleszyc. W roku 2016 w Oleszycach zrobiłam swoją życiówkę na trasie półmaratonu – w tym roku wiedziałam, że nie ma szans poprawić życiówki, więc podeszłam do biegu spokojnie.

Bieg miał zacząć się o godzinie 11. Ok 9:30 gdy przyjechaliśmy na start okazało się, że życiówki to raczej nikt nie będzie w stanie wykręcić.

16839637_801175260021692_895232356_n

(Trasa prowadząca do biura zawodów – z mniejszą pokrywą lodu, niż trasa biegu)

 

 

Trasa biegu w około 80% była pokryta lodem. Pomimo, iż wzięłam buty z kolcami, wiedziałam, że moja głowa i tak zachowa większą ostrożność niż może powinna po ubraniu kolców.

16831692_801175270021691_81548651_n

(Buty Icebug + skarpety wodoodporne  Dexshell – to było idealne rozwiązanie)

Przed przyjazdem zakładałam, że z racji tego, iż od ponad pół roku nie robiłam szybkich interwałów ( ok, w ogóle nie robiłam interwałów bo ich nienawidzę), nie będę w stanie lecieć bardzo szybko – więc stwierdziłam, że 1:45 będzie super wynikiem na tej trasie. Gdy zobaczyłam warunki przed startem wiedziałam, że o takim wyniku nie mam co marzyć. Więc w głowie pojawiła się kolejna cyfra 1:55 – tak by bezpiecznie biec i nic sobie nie zrobić (kolce i tak w niektórych momentach mi jechały – więc trzeba było zmniejszyć ryzyko wywalenia się – a ostatnio wywalanie się w biegu szło mi całkiem dobrze).

Temperatura 2 stopnie i lekki wiatr – i stadnardowe pytanie – czy zostać w samej koszulce z długim rękawem, czy coś jednak na to ubrać. Koszulka + Kamizelka – jednak był trochę za ciepły zestaw. Leginsy Thoni Mara NRG sprawdziły się doskonale. 🙂

16839809_801175226688362_770802316_n

 

Dzięki temu, że na Roztoczu biegłam kilka biegów w ciągu ostatnich lat pojawiło się kilka nowych znajomości.

Jedną z nich jest Wiesiek – raz ja byłam przed nim, raz on mnie wyprzedzał we wcześniejszych biegach. Tym razem biegliśmy razem. Dzięki temu biegliśmy bardzo równo nie dając się początkowej fali napaleńców przyspieszyć tak jak oni. Równe tempo w okolicy 4:55 – 5:00 min/km przy tych warunkach było dla mnie nawet całkiem fajne.

Jak to czasem bywa, gdy poczujesz, że jest dobrze i jest moc – włącza się ściganie.

Nie chodziło tu o walkę o pierwsze lokaty – bo wiedziałam, że z taką prędkością nie ma szans – ale takie ścigania z każda kolejną kobietą, która jest na trasie.

I tak z pozycji pewnie 15 od startu na połówce udało się być 5 lub 6 kobietą. Miałam jedną dziewczynę przed sobą.

Biegłyśmy cały czas równo – więc głowa zaczęła obmyślać teorię wyprzedzenia na ostatnich metrach…

Myślałam, że na 19-20 km po prostu wezmę ją sprintem… tylko nie dodumałam, jak mój organizm zareaguje na taki sprint. A on miał to gdzieś. Spróbowałam przyspieszyć – ale nic z tego nie wyszło…

Więc trzeba było włączyć plan awaryjny – obrona. Trochę więcej energii poszło na to małe zerwanie i szybko poczułam, że jest źle i zwalniam tempo. Trzeba było dotrwać jeszcze 1 km do mety – by nie dać się wyprzedzić.

Motywacją było podbiegnięcie Wojtka ( Wojtek zajął II miejsce w open przegrywając tylko o 3 sekundy z pierwszym chłopakiem – mega) i wspólne przebiegnięcie ostatniego kilometra trasy.

Czas: 1:44:38 – czyli udało się zrealizować plan sprzed „oglądnięcia” trasy o poranku.

6 miejsce wśród kobiet, 2 miejsce w kategorii:)

A dla mnie przede wszystkim jeden pewnie z ostatnich biegów w tym roku ze średnią biegu poniżej 5min/km (i w sumie cieszę się z tego )

 

16809850_801174730021745_452039024_n

16838021_801174653355086_1893213074_n

 

 

 

 

NORAFSPORT

Winter Ultra Trail Małopolska…lepiej niż planowałam

Trasę Ultra Trail Małopolska 48 znam z wiosennej edycji oraz z treningów jakie na tej trasie zrobiliśmy.

Znakując fragmenty trasy w czwartek i piątek tuż przed biegiem zakładałam, że przy takich warunkach i mojej kondycji (totalna załamka po ostatnim treningu na Mogielicy w  dużym śniegu, gdzie moje ciało przestało współpracować z głową – a mięśnie się całkowicie zbuntowały i odmówiły posłuszeństwa) – realny czas przebiegnięcia to będzie ok 10 h (latem w wysokiej temperaturze bez śniegu i zmrożonego niebezpiecznie podłoża zajęło mi to 7 h).

Znakowanie trasy na Lubogoszczy – to był naprawdę piękny czas. Cudowna pogoda… słońce, bezchmurne niebo… i las w śniegu…

 

15644471_766403353498883_1356346992_n 15592597_766403310165554_364467953_n 15591889_766403296832222_1391104052_n 15497688_766403240165561_378687422_n

Niestety ten piękny zachwyt i pół dnia w zimnie odbiło się trochę na moim zdrowiu, i poranek przywitałam z mocnym bólem gardła i wielkim katarem…:(

Ale przecież na spokojnie dam rady. Walki i szybkiego bieganie nie będzie – bo trzeba oszczędzać przede wszystkim bolące gardło – ale na spokojnie dam rady.

8 rano – 17.12.2016 – start. Spokojnie na tyłach postanowiłam nie dać się ponieść tłumowi – a trzymać swoje tempo.

Plan był taki: biegnę tak bym nie musiała bardzo głęboko oddychać gardłem i bym nie zmęczyła się za bardzo.

I tak sobie leciałam – aż doleciał Piotrek na ok 3-4 km, z którym dotrwaliśmy razem do mety.

Pierwszy punkt odżywczy  a tam Wentylek ze wspaniałą ekipa wolontariuszy NH team i znajomych :).

Łyk herbaty+banan i dalej… kijków zapomniałam… powrót…:)

15622687_1623653227929649_4309831160725953746_n

foto AnngellsRun

Po pierwszym punkcie czekała znakowana przeze mnie Lubogoszcz… wolno i spokojnie czerwonym ostrym szlakiem w górę… całkiem sprawnie nam to poszło.

Na szczycie żel z herbata coby sił potem nie brakło i w dół ciężkim zbiegiem  – pozamarzane błoto z kamieniami…

15578722_1623653277929644_2412178947956823372_n

fotoAnngellsRun

Drugi punkt odżywczy znajdował się na stacji benzynowej w Kasince  – a tam przepyszny ciepły barszczyk. Do tego winogrona i gotowi na zdobywanie Szczebla ruszyliśmy w drogę.

Szczebel – jak to Szczebel… dał w dupę – ale nasze równe tempo wyszło nam na dobre i w sumie nie zamęczył nas jakoś bardzo gdyż właśnie tam dostaliśmy powera i postanowiliśmy troszkę przyspieszyć.

To jest genialne, gdy zaczynasz prawie na końcu – lecisz spokojnie w czasie, gdy inni się wyrywają i szaleją na początku – a później co krok kogoś łyksza…a największą satysfakcje mieliśmyy  – bawiąc się już tym wyprzedając zawodników na ostatnim odcinku… świetna zabawa. 🙂

Do mety dotarliśmy przed zmrokiem z czasem 7:33…albo cos podobnego.

Zimne piwko z pewnością nie było dobre dla gardła – ale musiało być obowiązkowo na mecie.

Świetny  bieg – świetna organizacja

 

Fundacja 4 alternatywy, NH team – jesteście wielcy:):):)

 

Paweł Derlatka – jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – coby Ci sił starczyło na organizację wszystkich planowanych biegów:)

 

15645650_766402740165611_517071725_n

 

Kurtka Thoni Mara  – Speed Jacket oraz spodnie leginsy Thoni Mara NRG – idealny strój na ten bieg do tego skarpety Dexshell 🙂

 

 

 

 

Test skarpet DexShell

Szukając jakiegoś rozwiązania na to by przy szczególnie dłuższych biegać mieć nogi suche w końcu trafiłam na wodoodporne skarpety Dexshell.

Pierwszy raz skarpety używałam gdy sypnęło śniegiem  – topiący się śnieg plus błotko.

Odczucia były dziwne – zimno i jakieś takie dziwne wrażenie – ale to pierwsze wrażenie.

Kolejne użycia skarpet  – już były nieco inne. Trochę poszperałam na forach  i postanowiłam posłuchać dobrych rad.

Pierwszą z nich było ubranie drugiej skarpety pod DexShelle.

 

02-12-20161-1

Trening w skarpetach podwójnych był dość długi – trwał ok 5 godzin.

Deszcz ze śniegiem i błotem. Z ciekawości wbiegałam w każdą kałużę.

Ciepło:

Dzięki dodatkowej parze skarpet użytych pod DexShelle – nie odczuwałam zimna i dyskomfortu spowodowanego tym, ze skarpety od góry są mokre i zimne od śniegu.

Wilgoć:

Skarpety nie przemakają – są lekko wilgotne od środka, co pewnie spowodowane  jest poceniem się stopy.

Natomiast nie czuć tej wilgoci, która jest w bucie po wpadnięciu w kałuże.

02-12-2016-1

 

Skarpety dostępne w Norafsport – skarpety Ultra Thin Flex

 

img_7330

 

Skarpety długie DexShell Wading Socks

Skarpety DexShell Coolvent