ULTRA TRAIL MAŁOPOLSKA – przekraczanie granic ciała…

Półtorej roku temu, gdy z ekipą organizatorów UTM machnęliśmy dla poznania trasę UTM48. Jakoś wtedy chłopaki opowiedzieli mi o tym jak będzie wyglądała trasa długa 170 km… Wtedy stwierdziłam, że to będzie mega hardcore i marne szanse by zawodnicy sobie dobrze radzili z tą trasą.

Gdy już dwa dni przed I edycją znakowałam część trasy  ( ja wtedy biegłam 48 km) pomyślałam sobie, że do normalnych nie należę, ale wystartuję w II edycji na 170km… i tak się stało.

Od 100 mil na Istrii do UTM było 1,5 miesiąca – na początku wydawało się, że nie był to wystarczający czas by się zregenerować. Dlatego zakładając , że jednak nie będę ” świeżutka” wyznaczyłam sobie cele, które patrząc na wynik nie były ambitne – ale były w miarę realne do zrealizowania.

Cel pierwszy i najważniejszy – pomimo tego,że trasa jest bardzo ciężka technicznie  ( przewyższeń ponad 9 tys)  – CHCE UKOŃCZYĆ.

Cel drugi – chciałabym złamać 40 h. 40 h wydawało mi się realne ( w październiku robiliśmy całą trasę w rozbiciu na 3 dni – 3 etapy i obliczając czas tych etapów i to że jednak będzie to bieg/marsz ciągły bez regeneracji zakładałam, że 40 h to jest czas dla mnie).

 

Dzień przed startem znakowaliśmy dość łatwy kawałek trasy – już wtedy „przyjaźniłam się ” ze Szczeblem

18486374_10155809547415656_6644579405679282405_n

Start biegu był o godzinie 20:00 w piątek 19.05 2017.

Plan był prostu: do pierwszego Turbacza bardzo bardzo spokojnie- Szczebel i Luboń najcięższe technicznie podejścia zrobić tempem turystycznym. To początek trasy – nie można się zakwasić. Biegliśmy zgodnie z planem – może nawet trochę za wolno –  było spokojnie ale bez szarpania

Mój plus  – to dobra znajomość trasy – może z małym wyjątkiem, gdzie już przy końcówce mózg chyba nie działał jak trzeba. To się przydawało od samego początku.

Po 1,5 godziny pierwszy żel. Tak – plan jedzenia regularnego miałam dobrze opracowany – trochę się zmienił w czasie biegu – ale jadłam regularanie co myślę dało mi szanse dobiec tak jak dobiegłam.

18589038_1316352441811388_833280269491864734_o

Żeby się nie stresować postanowiliśmy z Michaelem pobiec bez zegarka…miało to wiele zalet.

Po pierwsze biegłam spokojnie bez przejmowania się tym, że jestem przy końcówce i idzie mi wolno.

Po drugie wiedziałam, gdzie jestem i ilość kilometrów nie była mi potrzebna do tego by mieć lepszy komfort psychiczny.

Przy podejściu pod Turbacz biegliśmy w kilka osób – nocna wspólna zabawa biegowa – ploty…

Udało się wyprzedzić wtedy drugą dziewczynę i tak mi zaświtało w  głowie, że fajnie by było już jej na trasie nie zobaczyć…

Szłam/biegłam z Piotrkiem, Jarkiem i Mateuszem – tempo Jarka jakie nadawał nie było jednak dobre dla mnie i wiedziałam, że jak z nimi jeszcze chwilę pociągnę, to zgon zaliczę jeszcze na Lubaniu. Postanowiliśmy z Piotrkiem zwolnić. Jarek ciupał dalej mocno… według mnie za mocno.

Na Lubaniu Piotrek został (problemy ze zdrowiem) ruszyłam sama…

18738838_1320844118028887_467021113812040563_o

Ostre, ciężkie wejście na Lubań przy wysokiej temperaturze i duchocie wcale nie było lekkie i trochę odczułam w nogach. Ale zbieg do Ochotnicy poszedł nadzwyczaj dobrze. Dogoniłam Jarka z Mateuszem. Razem wstąpiliśmy do sklepu w Ochotnicy po zimnego browca…. oj …. kilka łyków tego cudownego napoju dodało mi powera.

A przede mną Gorc…  – a nawet dwa Gorce 😉

Okazało się, że Jarek może być 3 w kategorii facetów  razem z Mateuszem i chłopaki znowu pocisnęli pod górę.

Ja sobie swoim równym tempem szłam bez takich szalonych skoków tempa. W pewnym momencie oni stanęli – ja ich wyprzedziłam. I dalej pod Gorc w skwarze.

18643834_10155236227052278_814920657_n

Około 4 kilometry od szczytu w dole  – we wsi Zasadne był przepak i kolejne pyszne ciepłe jedzenie. Tym razem nie było tam zupy a ryż z jabłkami – idealnie:)

Na przepaku szybkie przebranie skarpet i butów – porcyjka ryżu, uzupełnienie wody i do góry.

Biegłam wtedy z chłopakiem, który był 3 open – ale i on osłabł…. gdy dotarłam do ścieżki ekologicznej biegnącej z Rzek on już był totalnie bez sił… a mi się szło w górę całkiem fajnie.

I tak oto z końcówki stawki byłam 3 open… ale nie czas się cieszyć – czekała nas ciężka końcówka. Mocna końcówka na zmęczeniu.

Żółty szlak na Kudłoń i na Turbacz minął bardzo przyjemnie. Tyle myśli w głowie przeleciało, że przez cały miesiąc nie miałam tak intensywnej pracy mózgu 😉

Przed dotarciem na II Turbacz  pytam najlepszego koordynatora punktów  Tomasza, gdzie jest 3 kobieta – ile mam do niej: 3 jest daleko  – nie patrz na nią, pierwszą masz przed sobą – leć…

Na Turbaczu wiedziałam, że różnica między mną a Petrą jest za duża by się szarpać i postanowiłam utrzymać tempo takie jak miałam – a wciąż biegło mi się dobrze. Z Turbacza na Stare Wierchy a tam na punkcie czeka na mnie to co lubię :):):)

Gdy na 170 km mijasz 140 km to prawie końcówka – 30 km   wtedy to pikuś – bo przecież meta tuż tuz…:):)

Tuż przed wejściem na II Lubon Wielki zaczęło mocno lać. Zrobiła się mega mgła … i podejście to było dla mnie bardzo ciężkie. Po pierwsze bardzo mało widziałam, po drugie w połowie trasy  jest bardzo ciężkie skalne podejście

06264a790693101f514cfd94b7b437602bc6f715 adf5fbd800a70f52e0a1995fff4dee3ae935eb42

Foty skał (mapa-turystyczna)

Ten fragment w deszczu i we mgle po ciemku  zajął mi bardzo dużo czasu…

Ale dotarłam na Luboń  – szybkie jedzonko i w dół by po raz 3 w ciągu 3 dni wejść na Szczebel.

Ostry zbieg z Lubonia trochę dał się odczuć moim „czwórkom” -ale na szczęście sa mocne i się nie dały. Szczebel poszedł szybko….a telefon na szczycie Szczebla :” zupka na Ciebie ciepła czeka na dole” dodał mi energii… choć nie szybkości, bo czarny szlak ze Szczebla do Kasinki przy takiej  mgle i deszczu jest najbardziej hardcorowym szlakiem po jakim miałam okazje biegać.

Kasinka – punkt na stacji Orlenu. Pyszna marchewkowa zupa – moc energii od ekipy organizatorów ( Paweł, Tomek, Joanna – dziękuję to chyba pozwoliło mi przetrwać resztę … psychicznie)

Lubogoszcz – zawsze mi się ciągnęła… tym razem było inaczej. Gdy po kilkunastu minutach podejścia zobaczyłam rycerzy stojących przy szlaku, to najpierw się przestraszyłam a potem zrozumiałam, że nastał ten moment, gdy mózg sam sobie tworzy obrazy… pierwszy raz miałam halucynacje. W sumie to może to nie było takie złe gdyby nie świadomość tego, ze jestem sama w lesie – w  odległości kilku kilometrów z każdej strony nikogo nie ma….

A za mną słyszę rozmowy pary… idą za mną… nie – to kolejne halucynacje, które jeszcze mocniej stresują… nic.  Na szczyt Lubogoszczy dość szybko weszłam…a tu niespodzianka… mgła jeszcze gęściejsza…. nie widać nic. I chwilowe zgubienie. Zgubienie się we mgle na szczycie… nic nie widzisz  – nie wiesz gdzie lecieć… na szczęście odblaski na znakowaniu pomogły….

Ostry zbieg do Kasiny Wielkiej – tam Asior już czekała 🙂

Szybki łyk koli – bo czułam, że zasypiam i dalej w drogę. Prosze Asiora – daj znac jak kolejni (czytaj Jarek z Mateuszem) będą u Ciebie…

Idę spokojnie mijając 3 kolejne górki – tuż przed podejściem na Lubomir dostaję sms od Asiora :”poszli – napierdalaj kosmitko”… w głowie zaczynam przeliczać, czy jest szansa by mnie dogonili… szłam do góry i odjeżdżałam w sen… i tak na szczyt, który minął mi zdecydowanie za szybko… czyli pewnie sporo pospałam po drodze 😉

Na szczycie przy obserwatorium – zdając sobie sprawę, ze zostały mi 3 ostatnie km i to głównie zbiegu – postanowiłam bardziej się skupić, by już nie odjeżdżać w sen.

Paweł, Tomek, Joanna – wybiegają po mnie z km przed metą… i Paweł mówi, spokojnie – masz sporą przewagę nie musisz się spieszyć. A ja z tekstem: Przecież musze napierdalać – Asior kazała 🙂

Wpadłam na metę łamiąc nie tylko 40 godzin… złamałam nawet 35 godzin… 34:29h.

3 miejsce Open – tylko Perta ze swoim kolega byli przede mną.

Najlepszy bieg w moim wykonaniu – dzień a raczej dwa  dni konia.

 

 

Ekipo UTM – dziękuje było genialnie – wracam za rok:)

 

18557379_1965903976987778_3897890988976787651_n

Na mecie oczywiscie zimne piwko :):)):):):):):)

TAK BIEGNĘ ZA ROK  – NAJPIĘKNIEJSZE 100 MIL W POLSCE Z NAJLEPSZYMI LUDŹMI!!!

 

www.ultratrailmalopolska.pl

 

Sprzętowo – oczywiscie odzież tylko i wyłącznie THONI MARA

Koszulka Mocy-  Thoni Mara breeze bez obtarć, bez podrażnien

Spodenki za kolano THONI MARA nrg

Jak zawsze odzież i sprzęt z naszego sklepu NORAFSPORT – SKLEP DLA BIEGACZY

 

 

18700799_1320843891362243_7232627844944314560_o

 

FOTY: mapa-turystyczna, Magdalena Bogdan, Aleksander Hordziej, Andrzej Szczepocki

18739089_1320843484695617_8609685454464799755_o 18700494_1320843114695654_2288656495703392888_o