Bieg Szlak Trafi – 65 z małym hakiem… :)

Moja znajomość okolic Kazimierza i Puław jest bardzo znikoma, i dlatego jadąc na Bieg Szlak Trafi jechałam z nastawieniem, że trasa będzie prowadziła po lasach, polach i wąwozach, ale że będzie raczej dość płasko. A tu niespodzianka…

Do biura zawodów w Parchatce przyjechałysmy w piątek 31.07 – szybo odebrałyśmy pakiet, rozłożyłyśmy namiot. Mała dawka izotoniku 😉 i do spania. Pobudka przed 5 rano.

Pogoda miała być… zbyt idealna jak dla mnie. Nie lubię gdy jest powyżej 20C, a było trochę więcej – do tego na początku bezchmurnie.
Na szczęście start był o 6 rano – mielismy ze 3 godziny w miarę fajne warunki.

Zawodników nie było dużo na starcie – co bardzo lubię, gdyż takie biegi mają najfajniejszy klimat – nikt ci nie biegnie po piętach, nie masz „kolejek” pod górę.
Biegniesz głównie sam ze sobą.

IMG_7157

Cel był ambitny (ok 6 min/km) – ale wychodząc z założenia, że trasa jest prawie płaska. Trochę go pozmieniało ukształtowanie tereny, po którym była wyznaczona trasa, a przede wszystkim cel zmieniła woda…

Rozpoczęłam bardzo spokojnie – wydawało mi się, że to wolniej niż trucht.
Tak sobie biegałam dopóki nie poleciałąm w złym kierunku. Zamyślenie – to chyba największy wróg ultrasa. Na szczęście nie była to bardzo duża odległość.
A najgorsze to, że trasa była świetnie oznakowana. Biało-czerwone taśmy pokazywały trasę, rzeźnickie – zakaz wstępu. Według mnie świetne rozwiązanie – bo z daleka było widać gdzie się leci… tylko trzeba było patrzeć. Ja wtedy nie popatrzyłam.

Ścieżka w lesie, lekko pod górę wąwozie – pola… trasa świetna.

Lecę lekko do pierwszego punktu żywieniowego na ok 35 km – temperatura i słonko już zaczynają dawać popalić. Ale nic – walczę…na spokojnie.
Punkt żywieniowy trochę mnie zawiódł – w sumie nawet bardzo.
Woda… czekolada, kawałek banana i kanapka z dżemem.
Nie mam nic przeciwko tym rzeczom – ale to bieg ultra a nie 20-30 km.
Nie może być na biegu ultra samej wody i tak ograniczonego jedzenia.
Bardzo brakowało izotoniku. Zjadłam żela – ale to za mało.
Myślałam o piciu czegoś słodkiego – czegokolwiek byle nie wody.
Ale nie było… nic – leciałam dalej… spokojnie wolno…
Większość podbiegów starałam się biec – te cięższe szłam.

Od ok 45 km zaczęłam tracić siły. Kolejne łyki wody powodowały, że naciągało mnie na wymioty.
Ileż można tej wody pić. Od ok 55 km po drodze było więcej pól z owocami niż wcześniej, a może dopiero wtedy głód tak mnie złapał, że patrzyłam tylko na sady.
Na początku, gdy już miałam mroczki przed oczami postanowiłam wejść w maliny i zjeść trochę mailn, później czarna porzeczka… na ok 58 km wiśnia…
O czym myśli ultras w takim momencie? Ja myślałam o tym, czy jak zjem taką porcję owoców to będę w stanie dotrwac do końca, bo o wodzie czy kawałku czekolady to marna szansa bym dotrwałą – a sił już nie miałam.
Woda – woda… smak wody łyk wody… coraz bardziej drażnił mój żołądek. Niewiele brakowało, bym siedziałą i rzygała gdzieś pod drzewem. Ale takie doświadczenie uczy.
Trzeba następnym razem zabrać ze sobą nawet jakieś tabletki rozpuszczalne by można je wrzucić do wody – zawsze to choć smak jakis i cukier.

Od początku wiedziałam, że prowadzę w kobitkach – ale gdy dowiedziałąm się, że druga dziewczyna jest jakieś 400 metrów za mną, to mimo, że postanowiłam podjąć próbę walki – wiedziałąm, że nie dam rady. Marzyłam tylko o punkcie z jedzeniem i czymkolwiek do jedzenia. To było ważniejsze niż 1 miejsce, które poszło się walić… trochę przez to, że za mało żarcia wzięłam ze sobą, i przede wszystkim przez to, że woda, woda, woda…

IMG_8166

Ostatnie 5-6 km – to dla mnie masakra. Oprócz tego, że było mi słabo i niedobrze to jeszcze poobijany palec cholernie bolał.
Ostatni zbieg zamiast zbiegać schodziłam – po paznokciu 🙁

Na szczęście udało się dotrzeć na metę w I połowie stawki.
Nie zmienia to jednak faktu, że jestem zawiedzona – ale nic – co nie osiągnięte teraz – będzie osiągnięte za rok. Za rok powalczę – i z czasem i o miejsce:)

IMG_7164

IMG_7167

IMG_7161

IMG_7162

IMG_7171
Dziękuję wszystkim, którzy czekali na mnie an mecie: Inolwi, Mirkowi, Joli, Zosi, Jagodzie, Piotrkowi, Kaście, Olowi:)

Pogoń za piwem – niesamowite wrażenie – tymbardziej, że dziwnej prędkości wtedy nabiera Foczka 😉

Dziękuję SM RYKI – za IMG_7189

IMG_7179

I pudło…
IMG_7195

IMG_7208

IMG_7199

Podsumowując – trasa świetna, organizacja super, oznakowanie super – tylko te punkty z jedzeniem do poprawki – chociażby o ten izotonik (kubek na osobę – wystarczy na punkcie)

Za rok jadę:)

Oczywiście mój cudownym plecak Astral – spisał się wyśmienicie.:)

Drugi raz testowane opaski OS1st – również. Trzymajś mocno – to fakt.

A dziś Kazimierz, Sandomierz – w klapkach 🙂
IMG_7218

IMG_7270

IMG_7273

IMG_7219

IMG_7235