PZLA…”dokonałość w uśmiercaniu pasji”.

Po ostatnich internetowych „krzykach” w kierunku PZLA (Polski Związek lekkiej Atletyki) i po przeczytaniu niezłego materiału (http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=8&action=2&code=2755) doszłam do wniosku, że pracownicy PZLA są walnięci.
Ale nie, oni nie są walnięci – to chciwe, żądne kasy palanty, które niszczą to, co inni wypracowują od kilkunastu lat.

W dupie mam ich kartę – nie będę biegać w imprezach masowych.
W dupie mam ich certyfikat na imprezę biegową – jak się dopierdzielą do Noraftrail – zrobimy bieg towarzyski i niech spierdalają!

Nienawidzę takich debili, nienawidzę skurwysyństwa – a tego inaczej się nie da opisać.

Do tej pory myślałam, że takie głupkowate przepisy i zalecenia mogą pojawiać się na Białorusi, czy w Rosji (oni też są nieźli), ale chyba nasze PZLA pobiło wszystkich!!!

Czechy – Słowacja na tym zysjaką – ludzie się zbuntują i będą tam startować w świetnie zorganizowanych biegach – bez głupkowatych obowiązkowych kart.

Nie ma jak zabijać coś co jest dobre, coś w co ludzie się angażują, coś co podoba się młodym – lepiej niech wszyscy siedzą w domu, piją, palą….

Zła jestem…

I trening biegowy OTK Rzeźnik i Norafsport….22.11.2014

Wczoraj 22.1.2014 odbył się wspólny trening biegowy OTK Rzeźnik i Norafsport.

Celem treningu oprócz oczywiście aspektu towarzyskiego jest wspólne bieganie po górach, pagórkach. Mimo, że w naszej grupie byli zawodnicy od super szybkich (Dominika Wiśniewska-Ulfik) do początkujących – udało nam się pobiegać- w kilku grupach, lub niektórzy pojedynczo – ale było miło.

Wystartowaliśmy tuż po godz. 10 z pod wyciągu na Czantorię:
IMG_0806

Czerwonym szlakiem do góry pod wyciąg – 1,5 km – może mniej ale na sam początek dało w kość.
Większość szła – tylko hardkorzy biegli:)

IMG_0815

IMG_0809

IMG_0810

Od górnej stacji wyciągu w kirunku szczytu Czantori zrobiło się przepięknie. Widok zapierał dech w piersiach – więc zamiast biec – musiałam co chwile się zatrzymywać i fotografowac.
Przepiękne mistyczne miejsce – połączenie jesieni i zimy – ciepłe barwy i lodowe zimowe zmrożenie – coś niesamowitego.
IMG_0839

IMG_0838

IMG_0830

IMG_0831

Kolejnym naszym punktem był Stożek – ale wcześniej zatrzymaliśmy się w schronisku przy górnej stacji w Soszowie – aby poczekać na tych, co troszkę wolniej biegi.
Fajnie zachowali się wszyscy – i za to Wam dziękuję:)
Myślę, że Ci początkujący swą przygodę w górach nie poczuli się odtrąceni, a Ci co biegli szybciej nie zamarzli na zewnątrz:) Tak się rodzi integracja:)

Tuż przed schroniskiem na Stożku nagle słyszę… OTK Rzeźnik? Ja mówię i do tego Norafsport.
Po czym jeden Pan mówi, że to on jest tym znanym trenerem Klausem:)
To tak niby przypadkiem -a tak naprawdę sprawdzał czy faktycznie trening zrobiony;)

IMG_0877

Troszkę ciepłej herbaty w schronisku i powrót… zimno na zewnatrz – więc trzeba było szybciej biec – tym razem większa grupka już biegła razem – fajnie:)
A widoki mieliśmy cudowne:)
IMG_0873

IMG_0907

IMG_0901

IMG_0883

Mam nadzieję, że części z Was się podobało i że już za 2 tygodnie przybędziecie na spotkanie z nami w Mszanie Dolnej – Biegniemy na Ćwilin, Śnieżnicę i Lubogośzcz:)

https://www.facebook.com/pages/Treningi-Biegowe-OTK-Rze%C5%BAnik-i-Norafsport/724470790961801

🙂

Początek sezonu…nowy plan treningowy…choroba…Beskidy Maraton…

3 Listopada – rozpoczęcie nowego sezonu, rozpoczęcie nowego planu treningowego – cel: Rzeźnik 2015 mocno!!!:)
Plan treningowy póki co nie zbyt brutalny, niemniej jednak będąc w stanie przeziębienia/choroby, najprostsze zadania wydają sie ciężkie do zrealizowanie.
Bieganie OBW 1 – w wolnym tepmie przy cholernie bolącym gardle – ciężka praca.
Siłownia i wysiłek dodatkowy – totalne dowalenie organzimu.

Czy trenowanie podczas choroby to głupota? Długo o tym myślałam.
Mimo to, postanowiłam jednak łagodniej, spokojniej ale wykonać treningi z planu.

Tak samo zastanawiałam się nad startem w Beskidy Maraton. Ostatnia część Eurocup Beskidy.
Tu już jest start, czyli nie biegnie się dla przebiegnięcia truchtem, a jednak więcej energii trzeba dorzucić by jakoś ukończyć z dobrym czasem. Prognoza pogody nie była łaska: deszcz i mżawka.

Wahałam się czy wystartowac – bo biec 4-5 godzin w deszczu, mżawce przy temperaturze 5-8C w czasie przeziębienia, może się skończyć w szpitalu. Ale… było to ale…, że może jednak nic mi nie będzie, że ubiorę się odpowiednio. Ale jak tu się ubrać odpowiednio gdy leje i mży cały czas? ciężkie zadanie.

Generalnie mimo, że nie byłam do końca przekonana czy dobrze robię i wiedziałam, że nie będzie na tyle sił by powalczyć o jakiś dobry wynik – postanowiłam wystartować.
Początek w miarę ok, biegło się dobrze, choć tempo nie było zabójcze.
Mimo, że biegałm spokojnie – oddychało mi się niespokojnie i „harczenie” podczas oddechu jednak przeszkadzało.

Podejscie na Skrzyczne pozbawiło mnie całkowicie energii…(trochę piwkiem podratował mnie Sebastian Dudek i chwała mu za to – napój gazowany w tym momencie czy to piwo czy kola – to zbawienie) wszyscy mnie zaczęli wyprzedzać, wszyscy…dopiero na zbiegu zaczęłam coś nadrabiać, ale z tym oddechem ciężkim – nie mogłam biec szybciej, nie mogłam po prostu szybciej oddychać. Niemniej jednak trochę ożywił mnie ten zbieg. Fragment od końcówki zbiegu ze Skrzycznego do podejścia na Matyskę – nie należy do przyjemnych, ale chyba lżej mi to przyszło niż 2 lata temu:)
Matyska – w sumie nawet nie było tak źle…trochę biegu, trochę podejścia – jedno trzymało mnie przy życiu… to co zawsze…. gazowany napój… piwko na mecie:)
Ostatnnie 1,5 km….a tu…niespodzianka błotna.
Biegacze, którzy tam stracili trochę czasu wkurwiali się niemiłosiernie – ja byłam zadowolona, mi się podobało. Lubię błoto – lubię zjeżdżać na błocie – lubię te poślizgi:) Zajebiscie – chyba najfajniejszy moment całego biegu:)
Tam właśnie wyprzedziłam zbiegając po tym błocie 3 dziewczyny. Oczywiście pojechałam po tym błotku – ale było miękko.
Co mnie dowaliło… meta. 2 lata temu – meta była w domu kultury. I tak myślałam, że będzie i tym razem.
A tu niemiła niespodzianka – jesteś nastawiony, że to już koniec – wiesz, że przebiegając mostek zaraz wbiegniesz na metę, a tu Baca sobie urządził zmianę trasy i podbieg – lekki bo lekki – ale na koniec już zabijający – pod szkołę i ominięcie szkoło. Masakra. Tam miałam kryzys.
Niemniej jednak wiedziałam, że to już koniec – że jednak jakoś dałam radę.
Czas niestety nienajlepszy – po 4: 35 z hakiem… ale w sumie biorąc pod uwagę stan w jakim wystartowałam – można by to jakoś wytłumaczyć – ale w mojej głowie cały czas pojawiała się myśl – że totalnie to zawaliłam. Totalnie:(
Myślę, że jestem w stanie tam zrobić 4:15 i będę tam startować dopóki nie osiągnę tego wyniku:)

10801533_598524983609282_7720684779563831248_n

A Robert… znowu wygrał… niesamowity:)

Maraton Beskidy: idealnie przygotowany, częste punkty z piciem – miła atmosfera:)
Warto tu przyjechać:)