Prawie jesienna Mogielica…

O tym, że jesień zbliża się powoli można przekonać się nie tylko wieczorami i porankami, gdzie temperatura spada już bardzo nisko.

Przepięknie zaczyna robić się w lasach – przepieknie robi się koło Mogielicy.
Tak sobie ostatnio biegłam trasę wokół Mogielicy (część trasy naszego biegu Noraftrail 26)
I już było widać powoli usychające liście, które nabierają przepięknych barw.

IMG_0235

Trasa cudowna, ale chyba już o tym pisałam kiedyś:)
Spokojny bieg… bo tylko wtedy można podziwiać widoki, które pojawiają się w różnych częściach trasy. I o dziwo – nawet kilkunastu turystów spotkałam, co wcześniej było niespotykane.

A tymczasem – budynek przy stadionie już gotowy. Jest naprawdę przepiękny.
W środku – sala z wielkimi szklanymi ścianami z widokiem na Gorce i Tatry.
Już sobie wyobrażam jak będę tam zimą przyjeżdżać na narty biegowe i pić kawkę przy kominku.

Druga sala – tam gdzie będzie nasze biuro zawodów – z kilkoma ławkami – także zawodnicy będą mieli miejsce na mały relaks i ploty przed zawodami:):)

A tymczasem na trasie – dojrzałe czernice – przepyszne słodziutkie:):)

IMG_0225

Jeżeli nie wiecie gdzie jechać pobiegać – a kochacie bieganie – zapraszamy na trasę wokół Mogielicy:):)

www.norafsport.pl – odzież biegowa i rowerowa

Newline Iconic Carbon shirt w Norafsport – mega wyprzedaż 69zł

69zł!!!! Super cena!!!!

Mega wyprzedaż koszulek męskich z długim rękawem Newline Iconic Carbon dostępne rozmiary Xl i XXL:

http://www.norafsport.pl/p122,newline-iconic-carbon-shirt-11374-551-meska-bluza-biegowa.html

newline-iconic-carbon-sh_208

 

Damska koszulka z długim rękawem  – dostępne rozmiary M i L

http://www.norafsport.pl/p260,newline-iconic-carbon-shirt-10374-255-damska-bluza-biegowa.html

newline-iconic-carbon-sh_455

 

Newline w sklepie Norafsport:)

newline payoff

Moje mięśnie….:( :(

Oj dawno nie miałam takiej masakry mięśniowej… całe ciało boli- brak mocy.

Czyli jednak dowalił wczorajszy Slezsky maraton. Trasa ciężka i od poczatku jakoś dziwnie bezsilnie mi się biegło. Więc trzeba było na spokojnie…

Tak w sumie to dziwnie, że czasem jest taki dzień, nawet po ciężkich treningach, gdzie mięśnie nie są jeszcze wypocząte a jednak jest moc, jest power na zawodach.IMG_1305A tu ciało wypoczete, brak ciężkich treningów i jakoś „flak” :(.

 

Więc chyba trzeba zabrać się za szybką dawkę witaminowo-odżywczą….by szybko do sił wrócić:)

 

 

Skarpety kompresyjne….

Jako, że Newline to nasza główna marka i do tego jesteśmy jej przedtsawicielami to postanowiłam napisać kilka słów o skarpetach kompresyjnych Newline.

Jakieś 2 lata temu pierwszy raz ubrałam stary model skarpet kompresyjnych.

Do tej pory biegając dłuższe dystanse, zawsze mnie bolały łydki. W skarpetach było lepiej.

Opinały łydkę, ale nie było to mocne opięcie, i nie blokowało przepływu krwi.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wszyscy myślą, że kompresja powinna być mocna. Według mnie nie! Powinno się czuć opięcie, ale nie może uciskać za bardzo. Noga i tak lekko spuchnie a jeżeli skarpeta będzie za bardzo uciskać  szybciej będziemy mieć skurcze.

Biegałąm w tych skarpetach i dystanse w ok 20 km i ultramaratony. Może i moja wytrzymałość się poprawiła, ale skarpety na pewno działają. Jeżeli nie poprzez lekki ucisk, to poprzez trzymanie mięśni by nie „latały”.

Dlaczego tak myślę? Kilka dni temu zrobiłam sobie trening  – jakieś 24 km bez kompresji.

I wiem, że to był ostatni taki trening. Fakt, że było gorąco-  łydka szybko puchnie. Ale taki dyskomfort, że jest już lekko opucnięta i lata… NIE!!!! NIE!! NIE!!!

W ciągu najbliższych dni przetestuję skarpety CEPa i ROYAL BAY, oraz opaski Compressport, które już od kilku dni są dostępne w  naszym sklepie Norafsport.

Nie wiem jak trzymają ale kolory są rewelacyjne.

Co myślicie?

 

compressport opaski kompresyjne w norafsport 4

 

 

Bieg Polesie…czyli 4 razy na Ukrainie w ciągu 3 dni:):):):)

Oj, cieszyłam się bardzo na Bieg Polesie:)

I dlatego, że znowu zobaczę wspaniałą ekipę OTK Rzeźnik, i że w końu po 3 lata uda mi się spotkać z Witką:) i oczywiście na bieg.

Bieg nietypowy:) Choć to już drugi mój bieg polsko-ukraiński, to takiej oprawy maraton Lubaczów-Jaworów nie miał. Był wspaniały, ale inny:)

Dlaczego ten bieg jest nietypowy? Z kilku przyczyn. Po pierwsze trasa… do dnia startu była kilka razy zmieniana – czyli jedna wielka niespodzianka. Wszyscy tak chcą mieć dokładny profil trasy, idealnie zrobione przewyższenia, by co do metra zgadzała się długość trasy… ale po co? Właśnie dlatego ten bieg mi się podobał.

Długość trasy ojciec dyrektor Mirosław podał tuż przed startem -czy to 20km czy 30km -jaka to różnica, gdy jest to bieg nie na rekord trasy, a na miłe przebiegniecie i to jeszcze w takim upale.

Po drugie – nietypowe było przejście przez granicę. Przejściew Zbereży przez most pontonowy, które zostało ustawione tylko na 4 dni w ramach Dni Dobrosąsiedztwa.

Sami zobaczcie:IMG_0106

IMG_0107

I nietypowa była pogoda, choć dla tego biegu typowa – jak rok wcześniej – masakryczny upał:)

Biegło się trochę szutrem, trochę brukiem – choć ten bruk niepodobny do naszej kostki brukowej – trochę bardziej „kamienisty” i nierówny – czyli trzeba było bardzo uważać na kostkę – ale było miło.

Jak się biegło?

Początek miałam fatalny – ciężki oddech, wysokie tętno… trochę się bałam, że będzie tak do końca, ale po 3 km weszlam w rytm już było ok. Nie było to szybkie tempo, ale udało się nam :):)

10599420_779557595429977_3552016796332483136_n

 

Piwo na mecie + sery z Ryk…:)

Oczywiście niezapomniana kąpiel w Bugu pod okiem straży granicznej Ukrainy i Polski – w końcu muszą pokazać, że pilnują doskonale.

A później relaks i kolejne izotoniki:)

10610595_757314937661103_4761055304106941411_n

 

I oczywiście przepiękne foty Joli:)

Tak, tu też wracam za rok – to pewne:)

 

 

Maraton Karkonowski…czyli nie biegam więcej w Karkonoszach…

 

Karkonosze…piękne góry… cudne widoki…

Ale czy Karkonosze to fajne miejsce do biegania? Może i tak, jednak chyba nie dla mnie.

Pierwszego kopa w Karkonoszach dostałam już na Chojnik Maratonie, ale wtedy stwierdziłam – zła dyspozycja dnia, zmęczenie, wychłodzenie przez spanie w namiocie… tak sobie tłumaczyłam to, że po prostu nie mogę biegać w tych górach.

Ale gdy wystartowałam w sobotę 02.08.2014 – już na początku -coś było nie tak… po pierwsze nie chciało mi się cholernie – dawno nie miałam takiego nastroju przed startem – czy to zmęczenie drogą czy zmęczenie ciągłymi wyjazdami na biegi czy w końcu samym bieganiem – nie mam pojęcia. Wydawało mi się, że po Run Adventure zregenerowałam się odpowiednio i przecież i w tygodniue na Ćwilinie byłam i biegło się super…nie wiem.

FOTO0674

Nocka w namiocie w lesie przy strumieniu strumyka – super… piwko na noc – standard…

Poranek ciepły, kawka, śniadanie… szybkie ubranie pieknych jaskrawych skarpet kompresyjnych Newline – musi się przecież strój ładnie wyróżniać:)

Na starcie już Asia z Rafałem, Robert – skupiony, bo przecież będzie walczył, Ewka gdzieś tam jeszcze się przebiera…

A mi się nie chce, nie czuję nastroju, nie czuję tego, że zaraz będę biegła – po prostu cholernie mi się nie chce.

Ale nic… start… poleciałam… mięśnie niby ok, choć już od początku czułam, że jakieś nieświeże. Nie niosły dobrze- więc postanowiłam na spokojnie jak na pierwszej części Runa Adventure.

Biegnę sobie biegnę – ok 18 km – widzę, jak chłopaki już wracają… niezły czas – Robert na 3 pozycji – idzie naprzód, ale wygląda już na bardzo zmęczonego:)

FOTO0624

Upał powoli daje się we znaki i jemu również – ale walczy i to walczy mocno… chyba tego mi brakuje – wiary w to, że można czasem powalczyć… ja za szybko odpuszczam…

Ale biegnę/ idę dalej… Ewka wraca… fajnie – widać w niej taką mega energie, leci sobie jak na krótki wypad…jest niesamowita- ta energia:):)

Biegnę dalej… i nagle…na płaski – prawie – no ta trasa  z tymi kamieniami-  nie była zbyt normalna… GLEBA NA CAŁEGO, GLEBA WSZECHCZASÓW…padłam na 2 kolana całym ciałem – i dobrze, że zdążyłam się jednak tą ręką podeprzeć, bo pewnie inaczej bym w tym momencie musiała skończyć ten bieg. Ale upadek był tak bolący, że nie byłam w stanie się sama pozbierać. I w tym momencie dziękuję tym dwóm chłopakom co mnie zebrali ze środka  ścieżki i pomogli siąść w cieniu. Sama bym nie dała rady, bo już miałam płytki oddech i ciemno przed oczami… i w głowie totalny mętlik, totalny – iść dalej – bo biec to pewnie bym nie dała rady, czy zostać i tylko dojść do GOPRu – czu może jednak dam radę wspiąć się na tą Śnieżkę? Myśli biegły a ja powoli na kucąco odzywskiwałam możliwość normalnego oddychania… trochę czasu zajęło aż wstałam i spróbowałam iść.

Muszę przyznać, że biegacze na trasie zachowywali się super – bo wielu z nich podchodziło i pytało się czy pomóc – szacun za to!!!

Ręka boli, noga boli – kolano obdarte – skurcz w lewej nodze… generalnie „żyję” 🙂

Mniej życia było we mnie jak zaczęło się podejście na Śnieżkę… przy takim stanie ogranizmu – obtłuczonego, i z płytkim oddechem – to było gorsze od Mount Blanca ( tam mi się szło zajebiście). Do tego z kolana trochę krwi poszło – a że mi jeszcze gorzej się robi, jak krew widzę – to byłam jak z waty…

Ale dotarłam do 40 km – ostatnie podejścia na spokojnie, wolnym krokiem, bo w sumie – chciałam tylko skońćzyć, nie poddać się… ożyłam na zbiegu- wyprzedziłam z 10 osób… bo wiedziałąm, im szybciej w tym upale dopiegnę, tym szybciej zimne piwo będzie moje!

Maraton Karkonoski – dorypał mnie jeszcze tym, że punkty żywnościoe po protsu były tragiczne – wzięłam batona – ale to za mało było. Dobiegłam maraton – w połowie stawki – a już w połowie dystansu brakło izotoników, na ostatni punkcie nie było nawet kawałka bananu. To był Ultramaraton – a co z resztą zawodników, tycmi, którzy biegi po mnie? wodę im tylko organizatorzy zafundowali? Za taką kasę wpisowego? Izotonik 1 l na osobe – to koszy góra 3 zł!!!

Jest to dla mnie ważny znak – by na Noraftrail – izotoników nie brakło – i by były przekąśki na punktach żywieniowych z zapasem, by Ci co biegną ostatni również mogli coś skrobnąć.

Generalnie Karkonosze  – jak miejsce biegów dla mnie już nie istnieją…

 

A tak poza tym – pięknie bobiegł Robert Faron  – (Norafsport) – zajmując 3 miejsce:):)