Ćwilin…szlak z Mszany…

Nałóg bieganie jest coraz większy:)

Ostatnia niedzielna wyprawa w Tatry Słowackie ropaliła we mnie jeszcze większą chęć łażenio-biegania po górach.  Szlak zielony z Jaworzyny tatrzańśkiej Doliną Jaworzyny jest przepiękny. Idealna trasa biegowe, pod koniec zaczyna się wprawdzie już konkretne skalne podejście – ale trening niesamowity – zwłaszcza, gdy cisza i spokój wokół:)

I tak po poniedziałkowym lenistwie – tylko krótka wyprawa rowerowa, postanowiłam we wtorek pojechać sobie w Beskid Wyspowy.

Ćwilin… jeszcze nigdy tam nie byłam – a to przecież góra – sąsiadka naszego Łopienia, który jest jednym dwóch głównych bohaterów naszego biegu #Noraftrail.

20140729_102011

Trasa zaczyna się w Mszanie tuż za mostem na Mszance w stronę Limanowej  – skręt w ulice – Zielona – żółty szlak.

Szlak bardzo przyjemny – choć na poczatku miałam małe problemy z odnalezieniem go wśród łąk i pól.

Widoki od początku trasy przepiekne…

Cisza, spokój… i piękno… W czasie całej mej wyprawy – spotkałam 4 osoby na trasie – z czego dwójka to lokalni grzybiarze z koszami pełnymi prawdziwków i kozaków.

Oj było trochę grzybów po drodze – oczywiscie, znalazły się też one w moim plecaku biegowym, który mimo, że wygląda na mały mieści dość sporo:)

20140729_091720

A pierwszymi turystami jakich spotkałam  były barany:)

Lecąc tak do przodu – zabładziłam… i juz miałam wrcać, bo moja kostka znowu się przekręciła boleśnie i stwierdziłam, że chyba dam jej odpocząć – ale…

Powolutku – dobiegłam/domaszerowałam do szczytu.  I chyba Ćwilin  pobił Mogielicę.

20140729_102011

Szczyt jest pzrepiękny:) Można sobie siąść na ławce  – rozłożyć piknik i miło spędzać czas  – mając przed sobą przepiękne widoki na kolejne wzniesienia Beskidu Wyspowego i Gorców:)

20140729_113413

Niestety na szczycie znalazłam sporo śmieci,  co pewnie pozostało po niezłej libacji  – puszki po piwie, papierki – generalnie świeże śmieci. SZOK!!! Chamówa ludzka nie zna granic:(:(

Pleżałam chwilę ciesząc się słońcem i wdychając świeże powietrze i postanowiłam, że wkrótce tu wrócę:) Cudowne miejsce…

Po drodze natrafiłam na „pyszny deser witaminowy” – dojrzałe czernice – mniam…:)

20140729_113554

 

Oczywiście oprócz witamonowego deseru w połowie trasy – rewelacyjny baton energetyczny Agisko – dodał sił:) W sumie – moze i nie dodał, ale jest cholernie smaczny:):)

A tak poza tym, to już wiem, że ta góra w kolejnym biegu Noraftrail – będzie odgrywała istotną rolę:):)

 

 

NESSI – nowa marka odzieży w sklepie Norafsport

Kolory, jakie w swoim asortymencie posiada marka NESSI – przekonały mnie.

                                                                      SK2 - 1                

 Kolorwe skarpety biegowe i skarpety rowerowe tej marki są naprawdę czadowe.

RS71jpg

Postanowiłam zamówić probną partię i przetestować je. Póki co miałamje na nogach jeden raz i jestem zadowolona. W prawdzie trening był krótki, i nie mogę jeszcze ich ocenić w pełni, ale jedno jest pewne – było gorąco, a nie czułam by stopa się gotowała – w przeciwieństwie do całego mojego ciała, które było mega zagotowane.

20140726_090858Skarpety biegowe, które testowałam są cienkie, oddychające i wygodne- nie obcierają.

I przede wszystkim fajne kolory. Idealne dla kogoś kto lubi bawić się odzieżą, kolorami:)

A na pewno wielkim plusem tych skarpet jest dobra cena.

Skarpety można kupić TU

RM3-2

 

130312_skarpety_stopki_oddychajace_nessi

Run Adventure – czyli 3 etapowe bieganie w upale w Beskidzie Żywieckim/ Śląskim

Żar, żar, żar… i to nie o górze tu mowa, ale o pogodzie, która dała w kość podczas Run Adventure…ale od początku.

Cała impreza rozpoczęła się w czwartek 17.07.2014 – odbiór pakietów – przepatrzenie map.

Postanowiłam nie zostawać na odprawę, gdyż byłam jakoś dziwnie zmęczona i oczy same się zamykały. Pojechałam zatem spać, by nabrać sił na pierwszy etap 3-dniowego „wyściugu” .

Pobudka o 6:30 – pogoda piękna – i już ciepło.

Szybka kawka (parzonka obowiązkowo przed zawodami), śniadanie i jazda na Zaolzie.

Kilku  wariatów już tam było – bo chyba inaczej nie można powiedzieć o ludziach, którzy z własnej woli, przy mega upale biegają sobie 3 dni po górach robiąc tym samym 110 km.

To  część wariatów z trasy Trophy – byli jeszcze i wariaci z trasy (ogólna liczba km 80) Challenge.

Taki typ biegu został rozegrany w Polsce pierwszy raz. I mimo, że w tym roku nie było bardzo dużo ludzi ( w tym samym czasie trwał Festiwal Dolnośląski) – to z pewnością na tą imprezę wkrótce przybędą tłumy – dlatego jakoś bardzoe się cieszę, że byłam na tej pierwszej, w sumie kameralnej edycji, gdzie było na prawdę czadowo!!!

 

I etap – 540_360_fit_original_99_zbcfzh

Nie brałam wcześniej udziału w takich biegach, nawet nie robiłam nigdy treningu – 2-3 dni po górach z takimi długimi trasami. Ciężko było zacząć, normalnie, czy wolniej – jedno było pewne. Było za gorąco na to, by szaleć (szaleć, jak na moje możliwości, oczywiście).

Postanowiłam wystartować wolno i biec na nie za wysokim tętnie. Po drodze doczepiłam się jak pasożyt do Lucyny i Łukasza – i biegliśmy razem do końca.  Było dziwnie – bo nie miałam żadnego kryzysu. Trasa fajna, choć końcówka już mi się dłużyła. Stożek mineliśmy  – nawet nie zauważąjąc go:(:( Dopiero tabliczka nieco dalej z informacją, że na Stożek godzina marszu uświadomiła nam ten wlaśnie fakt – Stożek był za nami.

Trasy Trophy I Challenge – rodzielały się w pewnym momencie, by przy końcówce znowu się połączyć.

Gdyby nie jedno oznaczenie na samym początku trasy – przy skręcie w prawo ( nauka  na przyszłość przy znakowaniu do Noraftrail) to można powiedzieć, że trasy były świetnie oznaczone. Nie miałam pojęcia gdzie biegnę, a nigdy się nie zgubiłam – to fajne:)

Pierwszy dzień zakończyłam jako 4 z kobiet, co było dla mnie miłą niespodzianką, bo biegłam bardzo spokojnie nie licząc na to, że będę tak wysoko:):)

Po biegu – posłuchałam „trenera” swojego – czyli poszłam spać (przynajmniej próbowałam spać), a pod wieczór na rozruszanie mięśni spacer ( miał być marsz – ale wyszedł spacer). I snu ciąg dlaszy:) Oczywiście jeden browiec na nawodnienie:):)

 

Etap II540_360_fit_original_99_rqjzqn

Tu już było ciężej – pobudka o 4:30, wyjazd autokaru na start o godz.6.

Temperatura miała być wyższa niż dzień wcześniej ( gdzie na szczęście było sporo chmur i troszkę wiatru). Trasa rozpoczęła się kilkukilometrowym podejściem na Rajczę – oj nie było łatwo – ale spokojnie powoli w równym tempie wchodziłąm an górę.

Zbiegi wychodziły mi o dziwo dobrze  – dużo na nich nadrabiałąm. Mimo, że kostka dalej nie jest stabilna, otejpowałam ją i może to też pomogło, że nic się z nią nie stało.

Było cholernie gorąco i dlatego niezwykle ważna okazała się pomoc na trasie – czyli Laco Sventek z wodą do chłodzenia-

DSC_0391

 

tego brakowało ze strony organizatora- kilka punktów z wodą by się po łepetynie polać, po karku, bo przy takiej pogodzie chłodzenie jest konieczne by nie zejść z udarem słonecznym (świetnie to było zorganizowane na Visegrad Maratonie, gdzie temperatura była podobna, a punkty z wodą do polewania  i picia były dość często)

DSC_0390

 

Biegnę, idę

DSC_0433

 

– wyprzedzam innych, inni mnie wyprzedzają… i tak końcówkę miałam dość dobrą – docieram pędem na metę – 5 minut po pierwszej  dziewczynie, a 2 minuty po drugiej – czyli całkiem fajnie – to motywuje – nawet bardzo motywuje, w końcu…DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM!!!!:)

DSC_0556

DSC_0558

 

Wieczorny scenariusz jak dzień wcześniej. Do tego dochodzi masaż maścią Harrar.

I dużo, dużo snu… wieczorem w sobotę byłam pewna – że niedziala bo sobotnim biegu będzie dla mnie totalnym zgonem – i wychodziłam z założenie – że, głównym celem będzie przeżyć i zakończyć bieg. Tak bylo w sobotę wieczorem, na trasie w niedzielę jednak to podejście się zmieniło:)

540_360_fit_original_99_zfbcstEtap III

Jadąc na start usłyszałam w radio, że już od rana temperatura na południowym wchodzie Polski będzie się wahała w okolicach 29-32C…. super… prawie bezchmurnie… czad – a tu trasa najbardziej wyeksponowana, z tylko nielicznymi fragmentami biegu po lesie, gdzie można schować się w cieniu. No to przerażenie  miałam jeszcze większe. Tym razem czapeczka z daszkiem obowiązkowo.

Jedyną pozytywną rzeczą na starcie był fakt, że moje mięśnie o dziwo były w lepszym stanie niż w piątek na starcie I etapu – w ogóle nie czułam jakbym miała już w nogach 70 km przebiegnięte w tak ciężkich warunkach pogodowych – super:):)

Biegnę, biegnę – trochę ludzi wyprzedziłam, wyprzedziłam koło 8 km Agnieszkę, która w I i II etapie była na I miejscu – biegnie mi się dobrze. Problem był tylko na kilku kamienistych zbiegach, gdzie niestety w cholerę czasu straciłam, bojąc się o tą marną kostkę, która sobie tam w czasie biegu lekko przeskakiwała( ale nie przekręciła się na szczęście).

Biegnę, biegnę… przede mną nikogo nie ma, za mną nikogo nie ma. Ostatnie 20 km – to 2-3 biegaczy, z którymi się mijałam, głównie pod koniec. Dziwnie tak biec w tej części, gdzie są szybsi. Jakoś tak pusto było – musiałam bardziej skupiac się na tym, by nie zabłądzić, ale wstążki były tak widoczne, że nie dało się ich nie zauważyć 🙂

Od ok 20 km poczułam, że mogę ten etap wygrać, że mam siły, tylko zbiegi kamieniste mogą trochę mi przeszkodzić. Naszczęście nie było ich w 2 części niedzielnego biegu wiele.

Może się wydawać śmieszne, że po prawie 38 km dowala totalnie, prawie zabija płaski kawałek asfaltu – ale tak było. Ostatnie kilometry w górze chłodził rozgrzane ciało lekki wiatr, potem pomagał cień w leskie –  a tu ostatni fragment przez mega nagrzany asfalt, który daje cholernie popalić, dobija psychicznie, ale wiedziałam, ze to moja jedyna szansa, że muszę biec, nie mogę iść – bo tylko wtedy uda się to wygrać. Adrenalina była chyba niesamowicie wysoka – bo jakoś się udało, i po 4 godzinach, 29 minutach i 54 sekundach – cholernie szczęśliwa – bo w końcu udało się wygrać taki bieg, i to w takich warunkach – docieram na metę.

20140720_150713

Do tego, dzięki sporej przewadze – w klasyfikacji open ( z 3 etapów) – byłam na miejscu 2  wśród kobiet:):) Zajebiście cieszy:)

20140720_150719-SMILE

20140720_152637

20140720_154151

Test kamizelki biegowej firmy Ultraspire SPRY

Biegając na dłuższe dystanse zawsze z plecakiem, na kamizelki biegowe patrzyłam raczej jak na wytwór nieco dziwny. Bo przecież biegnąc muszę mieć dokładnie zapiety pas biodrowy, ktory będzie trzymał plecak, i przede wszystkim – musi być pas biodrowy, który dobrze się trzyma na biodrach, powodując, że plecak nie skacze na plecach.

Tak własnie sobie myślałam. W tamtym roku wystartowałam na Maratonie Gorce z plecakiem/kamizelką Salomona i niestety plecak/kamizelka utwierdziły mnie w przekonaniu, że jednak bieganie z takim czymś wcale nie jest wygodne. Skacze, nie da się dobrze dopasować.

Zdanie zmieniłam w sobotę na Góral Maratonie. Michal, przedstawiciel w Polsce Ultraspire dal mi do przymierzenie kamizelkę Ultraspire Spry. Nie wspomnę już o tym, że kamizelka ma piękny kolor i wygląda rewelacyjnie. Ale po przymierzeniu, pdskokach i krótkim przebiegnięciu postanowiłam ją przetestowac w górach.

Spry 1

Wczoraj pojechałyśmy w góry, planowana trasa 20 km. Ciepło.

Bukłak, który jest częścią wyposażenia plecaka ma 1 litr pojemności. Czyli na taki bieg na 20 km idealnie. Po wmiarę szybkim uregulowaniu ramion kamizelki – założyłam ją i pobiegła.

Kamizelka trzyma się idealnie na plecach – jak jest dobzre zapięta – nie skacze, nie obija się o plecay. Jest bardzo wygodna. Dostęp do bukłaka również bardzo dobry.

Z przodu boczna kiszonka na dodatkowy bidon, może służyć również jako kieszonka na chusteczki, żele itp. Jest ona regulowana – także, jak mocno zaciśniemy nic nie wyleci.

Druga kieszń na przednim ramieniu – zapinana na zamek. Idealna na telefon i dokumenty. Kilka mini kieszonek na pierółki.

Biegnąc nie czuje się w ogóle, że mamy coś na plecach.

Jedyny minus kamizelki – to zapięcie z przodu – póki jest nie wyrobione, nie jest to szybkie rozpinanie. Pewnie po kilku użyciach  będzie już lżej.

Generalnie polecam na biegi i górskie i asfalt.

Bukłak – łatwy w napełnianiu wody, i łatwy w myciu – co jest dość ważne.

Ja  jestem zachwycona tą kamizelką:):)

20140710_200150

Kamizelka Ultraspire Spry dostępna w Norafsport

 

FIOLETOWA

NIEBIESKA

 

 

 

 

Góral Maraton, czyli upalne bieganie na Trójstyku…

05.04.2014- Goral Marathon

Trójstyk- miejsce gdzie graniczą ze sobą trzy państwa: Polska, Słowacja, Czechy.

I właśnie tu Laco Sventek rok temu postanwił zorganizować tam Góral Maraton.

W tym roku zostały dołożone nowe dystanse w tym ultra 70 km i 90 km.

Przyjechaliśmy na Góral Maraton już w czwartek wieczorem.

W piątek mieliśmy rozkłądać namiot z towarem ( Newline, Mico), a na drugi dzień, czyli w sobotę biec.

Noc z czwartku na piątek – dała nam popalić. Przemarzliśmy w namiocie porządnie i sama myśl by wstać w piątek rano – była już denerwująca. Ale na szczęście słońce, które z wielką mocą dobojało się do nas – pomogło nam wygrzebać się ze śpiworów i zacząć przygotowania.

Rozłożenie namiotu Newline – to z reguły pikuś – pikuś gdy jest normalna pogoda, ale gdy o poranku jest już 30C w cieniu a ty się siłujesz z namiotem, wieszasz ciuchy – jest to już wielki wyczyn, po którym jest się zmęczonym.

IMG_3913

IMG_3912

Gotowi i zwarci czekamy na zawodników, którzy od 15 powoli zaczęli się schodzić by odebrac swój pakiet startowy.

Wkrótce przejechała Monia z Rudą – a my już byliśmy wyrąbani – cały dzień na tym upale.

W między czasie wypilismy piwko dla ochłody… wpsniała… do tego wieczorem haluszki z bryndzą – co chyba nie było najlepszym pomysłem, przynajmniej w ilości jaką zjadłam.

Niestety przy tak wysokiej temperaturze taka porcja dała o sobie znać rano przed  biegiem.

20:00  – odprawa zawodników… trochę słuchamy – trochę gadamy… myślimy już o tym, by zapakować namiot i iść spać – ale pakowanie i wnoszenie towaru pod górkę – to dopiero męczarnia. Męczarnia, która  pewnie i odbiła się na sobotnim biegu.

Ważne, że byli klienci i to zadowoleni:)

Gejza:

048 049

Noc z piątku na sobotę była łaskawa dla nas. I w dodatku w końcu się wyspałam.

Wstałam nastawiona pozytywnie do biegu – mimo problemów z żołądkiem, bardziej bałąm się o kostkę, czy dam radę, czy nic sobie nie zrobię, czy ta kostka tak poszkodowana w ostatnim czasie wytrzyma bieg? Zatejpowałam stopę, ubrałam w skarpetę kompresyjną i liczyłam na to, że jak będę uważać na zbiegach, nie będę szaleć – to jednak się uda.

Spódnica, koszulka – i gotowa. Plecak już zapakowałam dzień wcześniej – więc było sprawnie.

Rano dojechałą Inol z Martą. Inol biegła 26 km:):_

Ale muszę tu też wspomnieć o jednej zawodniczce, co na trasie 7 km Góral Maratonu – miała swój debiut w biegach – to nasza mama Ela:)

IMG_3942

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Z samego rana nie było bardzo gorąco – jednak już koło godz 10 zaczął się lać żar z nieba.

Nie umiem biegać w takich warunkach – bo zawsze, gdy było tak gorąco, albo rezygnowałam z biegania, albo biegałam wieczorem. Bałam się, że po moich akcjach z mdleniem, bieg w takiej temperaturze może się właśnie tak skończyć. Więc nie było żadnego traningu przy temperaturze powyżej 25C od 2 lat. I chyba to też dało mi w kość.

Trzeba robić takie treningi – mogą być krótkie, ale organizm się przyzwyczaja do ciepła – a ja się tego po prostu bałam.

Więc po ok 15 km – gdy zaczęła się góra – musiałam iść i to wolno, bo przed oczami często miałam ćiemności – więc by nie odlecieć, musiałąm przykucać.

Nadrabiałam na płaskim i na zbiegach, gdize kostka trzymała się dzielnie:)

Trasa prowadziła drogami asfaltowymi, płytami i ścieżkami lesnymi. Na moją  korzyść tym razem – asfalt przy pierwszych zbiegach byl genialny – gdyż  mogłam przyspieszać a nie musiałam obawiać się podłoża.

Dużo otwartej przestrzeni powodowało, ze upał odczuwałam jeszcze mocniej.

Ile wypiłam wody? Cholera wiem – może ze 4 litry w czasie całego biegu, może trochę więcej. Jedno wiem – że chciało mi się pić jeszcze więcej, ale w żołądku tak chlupało, że nie było szans coś tam wcisnąć więcej ( jak na mili piwnej, przy 4 piwie).

Mażyłam o koli lub browcu – lub o czymśkolwiek zimnym i gazowanym.

Na metę przybiegłam po ok 6:30h ( tak wskazywał mój gps)

Piwo na mecie wynagrodziło moje zmęczenie – a na mecie – czułam się jakbym była totalnie wykończona – gorzej niż po Rzeźniku.

Teraz kika dni relaksu – i treningi trenera R wdrażam w życie:)

Będzie GIT w następnym roku. 198OLYMPUS DIGITAL CAMERA063